Voigtländer Nokton 1,4 40 Classic

Posted on

Dalszy ciąg moich prywatnych poszukiwań może wyda się dla Was nużący, ale nic na to nie poradzę. Stale szukam. Przerzucenie się w profesjonalnej pracy na korpusy z serii Sony A7 i Leica M – zmusiło mnie niejako – do zainteresowania obiektywami z mocowaniem M. Ponieważ obecnie to produkty Leica i Cosina…. Ups! Przepraszam – Voigtländer – one właśnie znalazły się w obszarze mych zainteresowań.

Nim wybiorę postaram się przyjrzeć bliżej tym obiektywom, które mnie zainteresują. Ostatnio opisywałem Nokton`a 1,2 35 Aspherical II, który stał się dla mnie idealną trzydziestką piątką. Teraz przyszła kolej na kolejne ogniskowe. Jakie? Otóż dla mnie – po wielu latach prób i błędów – zasięg ogniskowych pomiędzy, którymi dzieje się wszystko co istotne to 35-75 (no może 90). Dla spokoju profesjonalnego sumienia można mieć także bardziej skrajne szkła czyli 12-15 mm i 135 – 200 mm, ale bez nich spokojnie można żyć. Nim przejdę do opisu Voigtländer`a Nokton 1,4 40 Classic pozwolę sobie zacytować samego siebie. Jakiś czas temu popełniłem tekst, który w ramach wytłumaczenia mojej dalszej ekscytacji produktem Voigtländer`a, pozwolę sobie zamieścić w całości.

„Ogniskowa, którą uwielbiam”.

Skupię się na zagadnieniu, które jest wynikiem moich długoletnich praktyk w pracy nad obrazem. Jaka ogniskowa wydaje mi się idealna? Czyli jaki obiektyw najczęściej używałbym na co dzień. To duży problem i istotna kwestia. To także bardzo indywidualna sprawa. Dlatego wynik poszukiwań idealnej ogniskowej będzie różny dla każdego z Was. Być może moje przemyślenia wymuszą u Was chwilę refleksji, a to może zaowocować kolejnym trafnym zakupem. Posiadacze aparatów Leica dzielą się podobno na dwa typy – 50 i 35. Którym typem jesteście bardziej?

Proces poszukiwań był długi, ale to dlatego, że nie mamy przecież możliwości ciągłego zmieniania obiektywów. Pierwsza chwila zastanowienia dopadła mnie bardzo dawno temu. Miałem wówczas naście lat i znajomy pokazał mi zdjęcie z wakacji. Czarno-białe oczywiście. Czwórka znanych mi ludzi na jachcie. Oparci o reling, w półkolu wymuszonym kształtem łodzi, z rękami wyłożonym na linkach tak, że każdy obejmował swoich sąsiadów. Zwykła sytuacja, ale we mnie, aż się zagotowało. Co to za ogniskowa???? Obraz był niezwykły. Twarze i szczegóły rozpoznawalne. Widoczne doskonale. Brak przerysowań ręki i dłoni osób skrajnych, które zamykały półkole i były bliżej aparatu. Tak jak ze standardowej pięćdziesiątki. Jednak tu fotografujący na pewno nie miał miejsca na odejście, a poza tym skończyłoby się to oddaleniem postaci. Już wiem – to trzydziestka piątka. Nie, zaraz. Ta dałaby wyraźne rozdzielenie planów i delikatną perspektywę. Dłonie znajdujące się bliżej kamery musiałyby być większe, a nie są!!!! Co do licha? Pytam znajomego czym to było robione. Nie wie. Proszę, aby dowiedział się u fotografa. Problem mnie nurtuje, a próby dają mi jednoznaczną odpowiedź i zaskakujący wniosek, że 50 mm jest za długą ogniskową tym bardziej jej mutacje czyli 55 i 58 – aby wymienić te najbardziej popularne (oczywiście dla pełnej klatki)a 35 też nie jest tym czym zrobiono to zdjęcie.

Plastyka tej fotografii utkwiła mi w pamięci. Po tygodniu wszystko jasne. Obiektyw Carl Zeiss Jena Tessar 4,5 40 mm założony na Praktinę FX. Tu mamy odpowiedź. Ogniskowa 40 mm jest lepsza niż 50 mm. Niestety brak sensownych konstrukcji we współczesnym świecie. Mamy już nie produkowane Carl Zeiss Tessar 2,8 45 do Yashica/Contax, Summicron-C 2 40 czy Minolta 2 40 oraz ze współczesnych Canon EF 2,8 40 STM, i Voigtländer 2,4 40 mm Heliar, Voigtländer Nokton 1,4 40. To naprawdę ciekawe propozycje. Co prawda konstrukcje te dzielą się na bardziej Tessar`o podobne i Gauss`o podobne, ale mają „tę” ogniskową, dużą jasność i dobrą cenę. Są produktami marginalnymi. Czy kąt widzenia, a co za tym idzie perspektywa 40 mm nie są stosowane w profesjonalnej praktyce? Czy ja jestem jakimś odszczepieńcem, że myślę o posiadaniu takiej właśnie ogniskowej? Nie!

Otóż oczywiście, że istnieją super-profesjonalne konstrukcje o takich ogniskowych ale skierowane bardziej do filmowców, przyzwyczajonych do subtelnych zmian ogniskowych. Master Prime 27 PL LDS T1.3 firmy Carl Zeiss dla kamer Super 35 czy Ultra Prime 1,9 28 tejże samej firmy. Są też 25 mm (37 mm dla Super 35) i 28 mm (42 dla Super 35). Kąt 48-50 stopni zdaje się być tym odpowiednim nie tylko dla mnie. Ostatnio przeczytałem gdzieś o Pani operator, która wszystko robiłaby takim kątem. Sprawdźcie sami czy podzielacie moją opinię czy nie. Lepsza pięćdziesiątka czy trzydziestka-piątka? A może właśnie czterdziestka?

Aha i na koniec – metalowy obiektyw Tessar 4,5 40 firmy Carl Zeiss Jena na gwint M42 można nabyć za 550 zł a ciekawostką jest fakt, że ta leciwa konstrukcja ma 10 listkową przysłonę i idealnie okrągły otwór. To tak na marginesie.”

Tyle tekst archiwalny, z którym w pełni się zgadzam – nadal – tyle, że teraz mam nieco więcej wiedzy. Przede wszystkim udało mi się zrobić wiele zdjęć Summicronem-C 2 40 z lat siedemdziesiątych i Voigtländer`em Nokton`em 1,4 40 Classic. Wnioski zaś, które wyciągnąłem wydały mi się odkrywcze. Co do samych „czterdziestek” to właśnie dowiedziałem się, że w tym roku (2016) ukazało się „kinowe” szkło z serii Leica Cinema: Summicron-C 2 40.

Dlaczego 40 mm?

To proste. zwróćcie uwagę, że na ogół po 50 mm mamy od razu 35 mm. 15 mm przepaści podczas gdy poniżej 35 mm robi się gęsto. mamy 28, 25, 24, 21, 20, 19, 18, 17, 16, 15 ….itd. co milimetr. Jasne! Milimetr długości ogniskowej przy skrajnie szerokim kącie robi dużą różnicę. 10 mm przy obiektywie długoogniskowym staje się zupełnie niezauważalne. Jednak przepaść jest duża. Dla mnie tym większa, że rozciąga się od Voigtländer`a 1,2 35 do Carl Zeiss Sonnar`a 1,8 55 mm – a to już 20 mm i to w zakresie, który najbardziej mnie interesuje. Nie jestem psychologicznym typem 35 czy 50 mm. Bardzo mi się to zmienia. Czasami mam nastrój na szersze lokowanie obiektu w otoczeniu – wówczas sięgam po 35 mm. Czasami chcę bliższego kontaktu z fotografowanym tematem i wówczas sięgam po 55 mm. Nie chciałbym tego ograniczenia. 40 mm jest idealnym rozwiązaniem oferując pośredni kąt widzenia. Nie jest szeroko, nie jest wąsko! Jest w sam raz. 40 mm to ogniskowa idealna. Jeśli chcę nieco więcej objąć lekko się odsuwam, jeśli chcę zbliżenia wystarczy się nieco przybliżyć – nie mam jednak przy tym ograniczenia wynikającego z deformacji rzeczywistości szerokiego kąta jakie daje 35 mm czy zawężenia jakie daje 55 mm. Dodajmy do tego pośrednią separację planów czyli większe rozmycie niż w 35 mm, a nieco mniejsze niż 50 czy tym bardziej 55 mm. To wszystko to oczywiste stwierdzenia – jednak o tym co daje obiektyw 40 mm należy się przekonać samemu. Zwłaszcza taki obiektyw jak Nokton 1,4 40 Classic.

50 mm

40 mm

35 mm

Na początku był szok!

Jak pisałem już we wcześniejszych artykułach poświęconych alternatywnym szkłom do systemu A7 – dzięki uprzejmości Piotra Koralewskiego – właściciela salonu Leica i Galerii trzecie Oko w Krakowie – mogłem kiedyś pofotografować założonym na korpus M Monochrom Typ 246 obiektywem Summicron-C 2 40. Mające ponad czterdzieści lat szkło obezwładniło mnie swym odwzorowaniem rzeczywistości. Oceniając wykonane nim zdjęcia doszedłem do wniosku, że jest to obiektyw nadzwyczajnie ostry (w takim stopniu, że większego już nie oczekuję) i pozbawiony dystorsji, a zarazem wykonane nim zdjęcia przypominają srebrowe odbitki – i nie była to tylko kwestia matrycy Monochroma odpowiedzialnej za unikalne ziarno. „Analogowy” charakter tych zdjęć był niepodważalny. Po długim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że to kwestia klasycznego obrazowania tego szkła, które ma swe wady wynikające z budowy optycznej, i że to właśnie te „wady” stanowią o urodzie wykonanych fotografii. W przeciwieństwie do Sonnar`a ten obiektyw nie był technicznie „przezroczysty”. On coś dodawał od siebie. Idealnie skorygowane konstrukcje przedstawiają rzeczywistość nic od siebie nie dodając. Te starsze po swojemu interpretują rzeczywistość – i jak się okazuje może to mieć swój urok. Zobaczcie kilka fotografii wykonanych obiektywem Leica Summicron-C 2 40, który jest protoplastą obiektywu Voigtländer 1,4 40 Nokton Classic. Leica wykonana jest z 6 soczewek ale lepszego gatunkowo szkła – Voigtländer zaś ma siedem soczewek i nowocześniejsze powłoki. Nie wiadomo co lepsze. Postanowiłem zaopatrzyć się we własne 40 mm.

 

Voigtländer Nokton 1,4 40 Classic

Tak – dokonałem wyboru. Za 2000 zł można nabyć na E-bay`u używane szkła Summicron-C, które są ultramaleńkie (125 gram). Po wykonaniu kilkudziesięciu porównawczych fotografii wybrałem jednak Voigtländer`a, którego mogłem kupić nowego, z gwarancją za nieco ponad 2000 zł. Różnica wydawała mi się pomijalna. Z jakością obrazów jest nieco lepiej, zwłaszcza przy otwartej przysłonie. Oto kilka fotografii porównawczych.

Budowa mechaniczna i optyczna

Nieco większy od Summicron`a – Nokton waży 175 gram i jest nadal bardzo niewielki. Imponująca jasność 1,4 wydaje się nie możliwa do osiągnięcia w obiektywie, który ma długość 29,7 mm, średnicę 55 mm i gwint mocowania filtra 43 mm – przynajmniej wydaje się to niemożliwe w zestawieniu ze „stałkami” 1,4 do lustrzanek. Siedem soczewek w sześciu grupach. Wszystko zwarte i przemyślane, zamknięte w całkowicie metalowej obudowie, która sprawia wrażenie wyjątkowo solidnej. Te 175 gram w tak małym korpusie obiektywu robią wrażenie. Wystający od spodu pierścienia ostrości trzpień z wgłębieniem na palec, to rozwiazanie rodem z Solms/Wetzlar. Rozwiązanie absolutnie genialne, gdyż nie wyobrażam sobie nastawiania ostrości pierścieniem, który ma kilka milimetrów szerokości. Opuszki palców sięgałyby pierścienia nastawiania przysłon z jednej strony i tarłyby o korpus aparatu z drugiej.

 

Poniżej Leica 246 Monochrom + Summicron-C 40 mm f/2

 

Tymczasem gładko porusztajacy się pierścień ostrości pracujący w zakresie 0,7 m do nieskończoności dzięki temu rozwiązaniu pracuje wspaniale, umożliwiając wraz z podglądem LV i powiększeniem wybranego fragmentu czy focus peaking`iem błyskawiczne nastawienie ostrości. Oczywiście to rozwiązanie wymuszone jest tym, że obiektyw zaprojektowany jest do systemu M i wizjera dalmierzowego, gdzie konieczne jest takie ujęcie pierścienia, które nie przesłania obrazu w celowniku. W bezlusterkowcach nie ma to znaczenia – no tak – pamietajmy, że przez przejściówkę możemy stosować ten obiektyw z Fuji, Olympusem czy właśnie Sony (chociaż tylko ta ostatnia opcja daje ogniskową 40 mm). Na osobne omówienie zasługuje pierścień ustawiania przysłon z dwoma wystającymi, frezowanymi uchwytami, które znajdują się symetrycznie z obu stron, wystając nieco poza obwód pierścienia i sprawiają, że uchwyt jest pewniejszy, a nastawienie otworu przysłony może być intuicyjne. Pierścień zaskakuje co pół działki regulując ilość wpadającego światła, a dziesięcio-listkowy mechanizm lamelek przysłony wyraźnie wpływa na jakość rozmyć. W połączeniu ze specyficzną budową optyczną opartą o zmodyfikowanego Gauss`a – Nokton daje bardzo klasyczne obrazy.

Co oznacza „Classic” w nazwie?

Voigtländer Nokton 1,4 40 Classic – to bardzo specyficzne szkło. Klasyczne pod każdym względem. Obiektyw jest ostry w centrum kadru i daje spore winietowanie przy otwartej przysłonie. Stopniowo przymykając przysłonę pozbywamy się winietowania, a ostrość w obrębie kadru rozszerza się ku brzegom – chociaż rozdzielczość na brzegach zawsze pozostanie nieco w tyle za tym co otrzymamy w centrum klatki. Tu mała dygresja – to jest jakość ogólnie na bardzo wysokim poziomie – porównywalnym z najlepszymi stałkami do lustrzanek lub nieco wyższa. To nie koniec „klasycznych” cech obrazowania. Klasyczne konstrukcje często pracowały z optymalną jakością w pewnych zakresach odległości. Nokton sprawuje się znakomicie w przedziale 1,5 m do 6-7 m.

„Znakomicie” oznacza referencyjną ostrość, brak dystorsji i wysokiej klasy plastykę z dużym kontrastem. Jeśli chcemy fotografować krajobrazy, możemy nie osiągnąć idealnego rozłożenia ostrości na linii odległego horyzontu. To nadal nie wszystko – rozmycia generowane przez Noktona 1,4 40 są jego cechą szczególną. Gęste, siateczkowe rozmyte elementy kadru (np. gałęzie krzewów czy drzew) stają się nieco „nerwowe” , ale przeciętne w szczegółowości płaszczyzny rozmyte są aksamitnie gładko – chociaż w ewidentnie charakterystyczny dla Nokton`a sposób. Swoją własną interpretację wnosi Nokton do obrazowania rozmytych świateł. Tu potrafi zauroczyć.  Ostatnią cechą szczególną Nokton`a, którą warto podkreślić jest neutralność barwna, która plasuje ten obiektyw bardzo wysoko w porównaniu do najlepszych światowych standardów.

 

 

Czyżby naprawdę obiektyw uniwersalny?

Tego nie wiem. Każdy ma inne spojrzenie na fotografię i wymagania co do sprzętu. Tu mogę opisać jak ja traktuję ten obiektyw. Dla mnie Voigtländer Nokton 1,4 40 Classic to obiektyw, który spełnia rolę obiektywu zawsze znajdującego się na korpusie. Jest lekki, mały, a jego użycie nie pociąga za sobą żadnych trudności. Łatwo wyjąć go z torby, jest mały o nic nie zaczepia, można używać takiego zestawu godzinami, gdyż z korpusem cały zestaw waży naprawdę niewiele. Co ważniejsze stanowi wspaniały punkt wyjściowy do analizy kadru. Zawsze można sięgnąć po coś szerszego (35 mm) lub węższego (50 czy 55 mm). Można też po nic nie sięgać i mieć dobrą fotografię. Właśnie – obrazy z tego obiektywu mają bardzo dobrą jakość, plastykę i „analogowy” charakter. Ogniskowa 40 mm jest bardzo przydatna – jak bardzo – przekonałem się gdy okazało się, że obrazy z Nokton`a zaczynają dominować w codziennym fotografowaniu. Zawsze planowałem sesje fotograficzne z wyprzedzeniem, nie preferuję fotografii ulicznej i nie chce mi się robić zdjęć „byle czego” codziennie (no chyba, że to testy;)). Z tym Voigtländer`em zacząłem chętnie fotografować najbliższe otoczenie, czasami przypadkowe sceny, fragmenty rzeczywistości. Pomimo braku AF nie skarżę się na szybkość ustawiania ostrości. W fotografii obiektyw ten zachęca do zabawy podglądem ostrości i wyostrzania na właściwy fragment. Jest „zachęcająco -twórczy”. Chce się nim fotografować. Mała, lekka konstrukcja nie niesie kompromisu co do jakości. Można mieć go ze sobą zawsze. Street-owcy powinni się najbardziej ucieszyć, gdyż aparat „uzbrojony” w ten obiektyw nie przyciąga wzroku. Wygląda jak kompakt. A jednak solidność wykonania i precyzja manipulowania ostrością i przysłoną są wspaniałe, a jakość zdjęć na najwyższym poziomie. Jego kąt widzenia i stosunek pierwszego planu do tła wydają się unikalne. Sposób obrazowania także odbiega od ultraprecyzyjnego, przezroczystego obrazowania takich obiektywów jak APO-Summicron 2 50 czy Sonnar 1,8 55. Ten obiektyw nawet zwykłą rzecz odda w swój własny sposób, a nasze zdjęcia zyskają specyficzny – odmienny wymiar. I na koniec – nie mogę się oprzeć – aby jeszcze raz nie powtórzyć – wszystko to w maleńkim, ale bardzo solidnie wykonanym korpusie o wzorowej wręcz konstrukcji mechanicznej i optycznej.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *