Voigtländer Color-Skopar 35 mm f/2,5 Pancake II

Posted on

Test tego obiektywu miałem zamieścić wcześniej ale natłok nowości spowodował, że datę publikacji odkładałem w czasie. Bez żalu ponieważ dzieliłem się testami wspaniałych, ultrajasnych konstrukcji o bardzo skomplikowanych osiągach. Tymczasem wielu z Was pytało o ten obiektyw – a ja nie bardzo wiedziałem co odpowiedzieć. Nie testowałem, nie miałem wyrobionego zdania więc nie było o czym pisać. Intrygowało mnie – dlaczego wielu z Was pyta o to szkiełko. Dopiero jednak gdy skonfrontowałem Wasze zapytania z tym co na ogół robią pytający – w fotograficznej oczywiście materii – wszystko stało się jasne. To wymarzony obiektyw do fotografii ulicznej.

Ci bardziej świadomi stosują go od dawna. Są tacy, którzy uwielbiają jego optycznego brata bliźniaka czyli obiektyw Zeiss ZM Biogon 35 mm f/2,8. To relikty epoki precyfrowej, gdzie rozdzielczość fotografii podyktowana była jakością założonego filmu. Dlaczego ten obiektyw ciągle jest produkowany i dlaczego ciągle jest kupowany? Odpowiedź jest prosta. Z tego samego powodu dla którego wielkim szacunkiem darzy się Skopara 21 mm. Jest maleńki, niezauważalny, wręcz go nie ma, a jednak oferuje jakość zdjęć, która zadowala nawet tych wybrednych. Nie na tym koniec zalet. Obiektyw ten daje swoisty, ostry look, który kojarzy się z najlepszymi konstrukcjami montowanymi na korpusach Leica czy Zeiss Ikon czy Bessa. W rozmowie z zaprawionym w bojach fotografem ulicznym dowiedziałem się, że miał Biogona 2,8 ale był zbyt duży (sic!), i zamienił go na Skopara Naleśnika. „Łatwo dobywa się dobre body z kieszeni, kiedy jest na nim tak płaskie coś” – powiedział. Hmm zrozumiałem w pełni gdy zobaczyłem jego korpus Sony A7II, oklejony czarną taśmą wszędzie tam gdzie coś błyskało. Zero napisów. Taśma znajdowała się także na „skrzydełkach” regulujących przysłonę ustawioną na f/8. Taśma blokowała tak zafiksowany obiektyw ale miała i inny cel. Chropowate krawędzie odpowiedzialne za ustawienie przysłony – nie ma tu bowiem klasycznego pierścienia, gdyż się nie zmieścił (!) – mogłyby zahaczać się podczas wyciągania body z kieszeni czy z pod pachy. Dodam, ze literki z nazwą na froncie były zamalowane czarną, matową farbą. Z takim obiektywem nie mógł wywoływać niepokoju podczas swoich ulicznych sesji. Zaczynałem rozumieć – w tym szaleństwie jest metoda – zapewne dlatego ten obiektyw znajduje się w planach produkcyjnych Cosiny.

Szanowni Państwo – przed Wami jego Klasyczna Znikomość – Voigtlander Color-Skopar 35 mm f/2,5 Pancake II.

Trochę się uśmiechnąłem dobywając to piękne maleństwo z niewielkiego pudełka. To faworyt w walce o bycie jednym z najmniejszych obiektywów. Długość całkowita 23 mm (sic!). Średnica 55 mm (pewnie mogłaby być mniejsza gdyby nie zarys bagnetu Leica M. Średnica mocowania filtra 39 mm. Waga – całe 134 gramy. Optycznie – 7 soczewek w 5 grupach i 10 lamelek przysłony. Lameleczek chciałoby się napisać. Biogon Zeissa ma długość 55 mm i takąż samą średnicę. Ten jest o połowę krótszy – „stritowiec” miał rację! Biogon waży o 66 gram więcej – coś niewybaczalnego. Jest też ciemniejszy! Teraz dopiero poczułem szacunek dla tego maleństwa. Przekrój optyczny sygnalizuje, że to brat bliźniak Biogona. Maleńki, jakże pięknie wykończony, mechanicznie doskonały. Nie zwracający uwagi. Po założeniu na korpus Leica – po prostu znika w niebycie. Na Sony z przejściówką jest widoczny ale minimalnie zwraca uwagę. Pierścienie (zła nawa – te prawie nie istnieją) pracują z należytym, aksamitnym oporem. Za ostrość odpowiada klasyczny w systemie M „popychacz” na palec. Pierścień przysłony przestawiamy dwoma symetrycznie ustawionymi po bokach skrzydełkami. Mimo swych niewielkich rozmiarów obiektyw wykonany jest pięknie. Od tyłu widać mosiądz i masywność mocowania bagnetowego. Szkło i metal. Jego założenie na korpus wymusza chwilę skupienia, a opuszki palców muszą przyzwyczaić się aby nie sięgać po coś czego nie ma. Ta specyfika pracy, która zmusza nas do polubienia tej miniaturowej konstrukcji, jest nagradzana jakością zdjęć.

Tak. Nie potrafię sobie wyobrazić jak produkowane są te maleńkie części obiektywu, a zwłaszcza soczeweczki. Jak są składane i jak testowane acz w sumie mnie to nie do końca obchodzi. Sprawnie działający kawałek fotograficznej historii na moim korpusie chce tworzyć obrazy. Czy to nie wystarcza? Pora pofotografować. Tu kilka fotografii i podsumowanie.

Pracując na otwartej przysłonie możemy spodziewać się wystąpienia lekkich rozmyć na brzegach kadru. To nie to co Nokton 35 mm f/1,2 Aspherical II, który jest bezwzględną perfekcją. Są one ale nie ma tu owych delikatnych „duszków” obecnych w Noktonie Classic 35 mm f/1,4. Ten obiektyw stara się być naprawdę dobry. Lekkie fioletowe zabarwienie wskazuje, że obiektyw pochodzi z czasów sprzed digitalizacji i pewnie doczeka się asferycznego następcy. Tu wady się kończą. Po przymknięciu uzyskujemy bardzo ostre obrazy. Na tyle ostre, że trudno uwierzyć, że pochodzą z obiektywu, którego nie ma. W torbie możecie mieć Skopara 21 mm f/4, Tego giganta – Skopara 35 mm f/2,5, Noktona 40 mm f/1,4 i Heliara 50 mm f/3,5 i ich w ogóle nie widzieć ponieważ wszystkie zajmą tyle miejsca co taki np. Canon 85 mm f/1,2 L. Ja Skopara 21 mm często zabierałem do kieszeni jako szeroką alternatywę dla obiektywu Nokton 40 mm f/1,4. Ten jest jeszcze mniejszy! Jakość obrazu – bardzo dobra. Nie – doskonała! Bardzo dobra zwłaszcza w zakresie, do którego będzie używana, a więc w przedziale 2-8 metrów.

Po ustawieniu na hiperfokalną staje się tajną bronią fotografa ulicznego lub świetnym obiektywem typu cyfrowy notatnik. Na matrycach Leica obraz jest lepszy niż na matrycach Sony. Te ostatnie potrafią pokazać lekkie niedoskonałości obrazu ale mam tu na myśli matryce modeli A7R w kolejnych mutacjach. Używając matryc 24 milionowych cieszyć będziecie się bardzo wysoką jakością fotografii. Jak w przypadku każdego małego szkła o małych soczewkach powinniście myślec o dobrym naświetleniu i nie pozwalać sobie na niedoświetlenie, które zaowocuje większym ziarnem. Lepiej w przypadku tego obiektywu ustawić kompensację ekspozycji na +1/3. Tyle. To nie jest obiektyw dla mnie – ponieważ mnie bawi praca z małą głębią ostrości i absolutnie najwyższą jakością. Nie muszę się też ukrywać podczas fotografowania i martwić tym, że zostanę zauważony. Jednak już po teście spotkałem fotografa ślubnego, który miał ze sobą korpus Sony A7III z przypiętym Skoparem 35 mm f/2,5, którego używał jak rewolwer. Błyskawicznie, bez ostrzenia. Jako dodatkową alternatywę. Zdradził mi, że ludzie lubią kadry z tego zestawu… Nie wiem czy nie powinienem wrzucić tego obiektywu na dno torby, bo może kiedyś będę chciał spróbować fotografii ulicznej. Ten obiektyw kusi, aby zająć się reportażem. W zestawieniu ze Skoparem 21 mm może stworzyć naprawdę idealny, niewidzialny zestaw.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *