Sony A7R po 14 dniach

Subiektywne zdanie o Sony A7R po dwóch tygodniach od zakupu. Co zdecydowało o zakupie? Dlaczego zdecydowałem się zmienić system? Czy to dobra decyzja? Czy to aparat dla mnie? Tekst dostarcza odpowiedzi na te pytania i wiele innych – a także pokazuje jak odbiera nowy, zminiaturyzowany system posiadacz klasycznych lustrzanek.

Dlaczego zdecydowałem się na zakup?

Jeśli interesuje Was nowy produkt Sony A7R, a jednak nie wiecie czy to sprzęt, na który warto zwrócić uwagę – przeczytajcie ten artykuł. W internecie znajdziecie wiele testów tego aparatu. Są to testy udane, i bardzo wyczerpująco opisujące ten sprzęt. Niczego więcej nie udało by mi się zrobić. Dokładny opis, charakterystyka itd. są dostępne w innych testach, np. tu na Fotoblogia.pl. Jeśli zechcecie znajdziecie tego więcej, ale nie przybliży Was to do odpowiedzi na pytanie – czy to aparat dla mnie? Ten artykuł jest inny i ma inne ambicje – odpowie Wam bowiem na zasadnicze pytanie. Jak ten aparat sprawdza się w codziennej pracy? Jak odbieram go po 14, 30, 100 dniach. Dodatkowo podzielę wnioski na fotografię i film – taka potrzeba chwili i znak czasów. Odpowiem jakie ma wady a jakie zalety – ale nie na papierze czy w redakcyjnym teście, w którym aparat ma się przez klika, lub kilkanaście dni, ale w praktycznym, profesjonalnym użytkowaniu. Co najważniejsze będzie to opinia pozbawiona jakichkolwiek wpływów producenta. Sprzęt nabyłem – mając nadzieję, że będzie mógł pracować w redakcji portalu MEGAMAG. Teraz używam go i mogę swobodnie wyciągać wnioski. Mam nadzieję, że takiego artykułu na polskich stronach nie znajdziecie. Będzie wyłącznie subiektywnie, ale okiem człowieka nie obciążonego (czytaj – przyzwyczajonego) do konkretnego systemu. Zapraszam do lektury!

A zatem, dlaczego zdecydowałem się na zakup? Określiłbym to zakupem mimo wszystko. Bez większego sprawdzenia w praktyce. Zresztą w Polskich sklepach to bardzo trudne, aby aparatem przed zakupem porobić trochę fotografii. Musiało wystarczyć to co znalazłem w sieci no i oczywiście ogólne założenia.

Podstawowym kryterium była rozdzielczość matrycy. Biorąc pod uwagę starzenie się sprzętu chciałem, aby matryca miała 36 mln pikseli. Bo w sumie dlaczego nie? Nadmiar jakości nigdy nie szkodzi zwłaszcza, że miedzy innymi pracuję nad fotografiami do druku w formacie 100×70 cm i ta jakość naprawdę się przydaje.

Drugim założeniem była chęć zmiany systemu – tak dla higieny psychicznej – co jakiś czas (kilka lat) zmieniam system, aby nie popaść w zbędną rutynę. Po jakimś czasie sprzęt staje się „przezroczysty” – co jest pozytywne. Znamy go i pracujemy automatycznie, ale jest on koniem roboczym, a nie dodatkiem do naszych fotografii, który wnosi swą specyfiką coś więcej do obrazu. Zmiana dobrze mi robi. Miałem kiedyś Nikona (F4,F90X + profi szkła), Hasselblada 503 CW, potem Canona, Sony ALFA 900 z obiektywami Zeiss`a, potem był Canon EOS 5D MKII z elkami, a następnie Zeissami ZE (głównie z potrzeby filmowania). Obecnie całość prac filmowych przeszła na kamerę Sony SF 700 i RED Scarlet z Zeiss CP 2 – więc odzyskałem wolność wyboru w fotografii.

Canon w ostatnim czasie srogo mnie zniechęcał. Używałem od czasu do czasu EOS 5D MKIII i nie widziałem progresu w tej konstrukcji (tak wiem AF i wiele innych), zwłaszcza w samym obrazie. Sprzęt sprawował się dobrze, ale Elki dawały gorszą jakość od Zeissów ZE, a te wiadomo bez AF do filmowania były ok, ale do fotografii nie za bardzo. Lżejsze prace filmowe też nie wychodziły najlepiej…. Do kamery nie było czego porównywać a łączenie kadrów z EOS`a i kamery FS 700 nie wychodziło najlepiej. Szczerze? Miałem problem co wybrać?

Jako fan lustrzanek zainteresowałem się nowymi Nikonami. Wziąłem na celownik D810 i D750. Cóż z tego – w znanych mi sklepach – nie mogłem sprawdzić tych aparatów. Sprzedawcy dbają, aby miały zerowy przebieg… No cóż zaryzykowałem i kupiłem Nikona D750. W październiku 2014 – a więc jak widać to całkiem świeża historia. Aby nie wpaść w słabą jakość wynikającą z obiektywów, od razu zakupiłem w komplecie stałoogniskowy obiektyw o parametrach jakich akurat potrzebowałem. Był to Nikon Nikkor AF-S 2,8 60G ED Micro. Wspaniały obiektyw jeśli chodzi o obraz. Super, jak na stałoogniskowy „prawie standard”. Jakość w makro – kapitalna. Jakość przy zdjęciach różnego rodzaju – wspaniała – oceniając ogólnie. Używałem go kilka dni w takim zestawie i no cóż…

Rozczarowanie? Chyba tak należałoby to określić. Nie dotyczyło ono jakości, ale zestaw ten nie wniósł świeżości do mojej pracy. Nikon lepiej sprawdzał się w stosunku do Canona w balansie bieli. Lepiej naświetlał i mam wrażenie, że AF działał także lepiej niż w 5D Mark II i III. Filmy okazywały się znacznie lepsze i pod względem rozdzielczości i rozpiętości tonalnej – bardzo duży plus w stosunku do Canona. A jednak body było nie tak profesjonalne, jakbym chciał. Możliwość dostosowania do siebie nie taka duża jak oczekiwałem, wybór parametrów pracy też niezbyt. Jedyne co mogło mnie zachęcić to większa rozdzielczość w korpusie nieco wyższego D810.  Obiektyw fajny – jakość bardzo dobra, więc może to byłby dobry krok? Sprawdziłem D810 i właściwie był on trochę lepszą wersją D750, jeśli chodzi o pomysł na body, funkcjonowanie. D810 był większy, bardziej mi pasował. Tylko jedno, ale… Zastanawiałem się jakie obiektywy zakupić i zwątpiłem. Seria 1,8 – tak ją nazwijmy – dobra optycznie (zakres 20,28,35,50,85), ale wykonanie z tworzywa sztucznego nie wzbudziło mego zachwytu. To dziwna – nowoczesna konstrukcja. Bez cienia luzu, a jednak plastykowa…. Jakość super, ale w profesjonalnej pracy została by seria 1,4 – ale ta nie ma zbyt dobrych komentarzy. 1,4 35 wypada gorzej w rozdzielczości niż Elka. Co robić? Zakupić Zeiss`y? I co? Pozbawić się AF? Bez sensu… Było trochę lepiej niż w przypadku Canona, ale nie była to rewolucja. Byłem zmartwiony. Sprzęt nie stymulował do rozwoju. Czegoś mi brakowało. Wybór pełen kompromisów, to nie wybór. Skoro więc nie mogłem zadecydować się co do ergonomii i zmiany charakteru pracy – to może jakość? Chyba tak – pomyślałem i stwierdziłem, że kryterium „odświeżenia” systemu odsunę na dalszy plan – stawiając na jakość i rozdzielczość matrycy. Kupię więc D810 – ale co z tymi obiektywami? Nie byłem pewien.
Sprzedałem D750. Wybór zaczynał się od nowa
W grę wchodziły dwie konstrukcje – Nikon D810 i Sony A7R. Sony A7R? Widziałem go przelotnie w salonie, ale nie potraktowałem go poważnie. Taki „malec”. To nie może być dobry sprzęt do profesjonalnej pracy. Tak myślałem. A jednak wziąłem się do lektury. Jedyną myślą „za”, były dawne wspomnienia obrazów z Alfy 900 z Sonnarem 1,8 135… (Tu odsyłam do artykułu – „Prawdopodobnie najlepszy obiektyw portretowy świata”). Zobaczyłem korpus w sklepie. Był dziwny. Znowu poczytałem. Zobaczyłem testy obiektywów Zeiss FE… Zaciekawienie rosło. Od stron anglojęzycznych i niemieckich przeszedłem na polskie. Przeczytałem wszystkie testy.

Jaki miałem po nich obraz? Wg. testów A7R to dziwna konstrukcja. Nowatorska, metalowa, uszczelniona – zmieniająca przyzwyczajenia, lekka i mała. Dająca bardzo dobre obrazy – zwłaszcza z dobrymi obiektywami. Obraz lubi się rozmazać, ponieważ migawka mocno uderza i przy tej rozdzielczości… Akumulatory mają małą wydajność. Celownik elektroniczny jest świetny, ale to „nienaturalne” rozwiązanie w świecie zdominowanym przez DSLR. AF taki sobie – a całość długo się uruchamia – co jest przegięciem. Możliwości konfiguracyjne – szalone – co odczytałem za duży plus. Balans bieli – ok i jakość matrycy, oraz zakres użytecznych czułości – ok. Możliwość podpięcia przez przejściówkę „każdego” szkła w tym przez LA EA4 mojego ulubionego Sonnara 1,8 135 do systemu A. Jeszcze jedna wada – mało szkieł, jak na koniec 2014 roku.

Jeszcze jedna wizyta w salonie – pod kątem – czy dam radę przyzwyczaić się do codziennej pracy tak małym korpusem? Dałem radę się z nim zaprzyjaźnić. Był mały, ale działanie i pokrętła na właściwych miejscach. Ergonomia – bardzo dobra. Coś z wrażeń obcowania z małym korpusem jak Leica i małymi obiektywami, wszystko precyzyjne i wzbudzające zaufanie, tyle że z AF. Dobrze wyważony korpus – w sumie wygodnie się go trzyma… Zaryzykowałem.

Stałem się posiadaczem, takiego oto zestawu Sony A7R + Battery Grip  Sony VG-C1EM + Carl Zeiss Sonnar 1,8 55.

Czas na konkrety! Rewolucja!

Sony A7R to rewolucja w praktyce zawodowej. To pierwsze co przychodzi mi do głowy. To pierwszy „problem” natury psychicznej wręcz i sprzętowej z jakim należy się zmierzyć. Przeskok, a raczej skok, w zupełnie nowy świat profesjonalnej fotografii. Nie przesadzam!
Sprzęt jest miniaturowy – a w stosunku do konkurencyjnego D810 to karzełek. Wszelkie przyzwyczajenia wynikające z trzymania w dłoniach gigantycznego korpusu, musimy odrzucić. Wszystko ulega przewartościowaniu!

Torba, walizka, kufer, plecak – wszystko jest za duże!!! Filtry 72, 77 – nagle stają się absurdalne (i na co teraz B&W XS Nano w takim rozmiarze?). Nawet płytka mocowania statywowego – za duża…

Korpus w powyższym zestawieniu zniknął w plecaku, który teraz jest pusty… Wizjer Zacuto – do ekranu LCD – niepotrzebny – mamy wizjer elektroniczny….  Jedynie statyw można zostawić – bo cięższy, znaczy lepszy, ale nie – w sumie jest zbyt duży i ciężki na takie małe obciążenie. Wszystkiego można się pozbyć!

No i nagle można zacząć planowanie nabycia, zupełnie nowych akcesoriów. Mniejsza torba. Nawet zakładając dokupienie kilku obiektywów i body 7S do filmu. Jeżeli kufer Peli to też znacznie mniejszy. Teraz biorę pod uwagę małe zgrabne torby, które kiedyś uważałem za metroseksualne! Nie muszę się nanosić. Cały dzień ze sprzętem? Teraz nie widzę w tym żadnego problemu.

To pierwsza zmiana! Naprawdę bardzo istotna. Wiem, że są tacy, którzy tę zmianę mają za sobą, ponieważ przeszli na bezlusterkowce systemu 4/3, ale tu nie zmienia się plastyka, jakość, przelicznik ogniskowej… Tak więc, w świecie trzydziestu pięciu milimetrów jesteśmy pionierami, mając w ręku PROFESJONALNY korpus o wielkości kompaktu. Dla profesjonalisty takie przestawienie to wyzwanie.

Akcesoria – należy dokupić nowe

Mocowanie filtra 49 mm – a więc takie filtry. Jeszcze nie dawno myślałem, że tylko posiadacze systemu Leica je kupują… Ale, one nic nie ważą, pudełeczka małe… To kolejny plus. Lista zakupów mnie nie przeraża. Rozkliniam teraz zakup filtrów i osłon przeciwsłonecznych, gdyż oryginalna osłona, mimo że bardzo dobrze dopasowana do kąta obiektywu, nie jest zbyt praktyczna przy używaniu filtra CPL. Po za tym, trzeba wymyślić system kompatybilny pod nowe obiektywy – mam nadzieję, że zdam relację po 30 dniach używania A7R.

Nawet pasek do aparatu – w sumie często go zdejmuję – ponieważ w pracy studyjnej raczej przeszkadza, ale podczas podróży – obowiązkowo go zakładam. Ten dostarczany z korpusem to światowy standard pasków fotograficznych… Standard do niczego. Pasek jest tandetny (moim zdaniem wszystkie dostarczane z body paski są takie). Z tym korpusem, który ma swój styl i jest lekki, nie każdy pasek dobrze się sprawdzi. Nic więc dziwnego, że światowi producenci, wymyślają designerskie futerały z prawdziwej skóry i takież – piękne i stylowe paski, właśnie z przeznaczeniem do Sony 7. Bawełniane linki, plecionki? Trzeba sprawę przemyśleć. Na razie myślę o paskach do body Leica M, ale w sumie sam nie wiem – także zdam relację.

Płytka statywowa. Chyba muszę się rozejrzeć za płytką Arca Swiss – najlepiej L-kształtną i nową głowicą do statywu. Moja płytka Manfrotto, którą widzicie na fotografiach jest zbyt duża i toporna. Muszę kupić nową jazdę, do filmowania lekkich tematów i wiele innych. Ale o tym po 30 dniach.

Na razie jeden zasadniczy wniosek – jest lżej, sprzęt zajmuje mniej miejsca, a jakość na wyższym poziomie.

Zasilanie – Pomyłka producenta

Katastrofalny błąd, nieporozumienie, żart firmy Sony. Wiem oczywiście, co stało u podstaw. Miniaturyzacja – ładowanie przez kabel USB, podpięty do korpusu – to znak czasów, ale w przypadku zawodowego body, to niezbyt mądre. Nie ważne ile zakupię dodatkowych akumulatorów. Przez jakiś czas, moje body musi być wyłączone z pracy. W przypadku zakupu aparatu powyżej 7000 zł – nie dodanie do pudełka ładowarki – to strzał w kolano i prestiż firmy. Pierwsze więc, co należy zrobić to zakupić ładowarkę i z dwa dodatkowe akumulatory. Jeśli nawet nie dodano jej tam początkowo – to można przecież do każdego zestawu dorzucać taką ładowarkę zapakowaną w inny karton. Spinać razem. Nie wiem? Tak czy owak to poważny brak w tym systemie. Niezrozumiały. Dodatkowe 200 zł, za systemową ładowarkę, to przecież nie tragedia w aspekcie całych zakupów, ale spory dyskomfort, że musimy ten brak uzupełnić we własnym zakresie. Na co się zdecyduję i jak to będzie działać – także w następnym artykule z tej serii.

Aspekt – wielokrotnie podnoszony w testach – prądożerności – raczej odstawiłbym na dalszy plan. W profesjonalnej pracy trzeba mieć nadmiar zasilania, a akumulatory trudno porównywać z tymi znanymi z lustrzanek. Są przecież mniejsze i lżejsze. Na fotografii poniżej taki z lustrzanki Nikon i z Sony A7.

Ergonomia

Po pierwszych chwilach „przestawiania” się na mniejsze gabaryty, są już same plusy. Prawdę mówiąc, musiałem po zakupie i zmontowaniu całości – przespać się z tym całym – miniaturyzowanym systemem. Rano, już z radością obsługiwałem mniejszy sprzęt.
Sprzęt jest bardzo dobrze zbudowany. Dobrze leży w dłoni gumowa, skóropodobna wykładzina – do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie, aby body mogło się wysunąć z ręki. Moje dłonie nie są zbyt duże, ale też nie są małe i radzą sobie z tym body dobrze. Korpus (poza okładzinami) chłodzi dłonie – dając zapewnienie, że metal dobrze zabezpiecza wnętrze. Świadomość uszczelnień daje komfort w codziennej pracy. Jest pod tym względem bardzo dobrze!
Ustawienie swoich preferencji dla poszczególnych pokręteł i przycisków, to naprawdę duża możliwość dostosowania do swojego stylu pracy, a niektóre rozwiązania oczarowały mnie zupełnie. Opiszę tylko dwa.

Po pierwsze – manualna kontrola ostrości. Działa niesamowicie. Po przestawieniu na tryb MF (jeden przycisk) i pokręceniu pierścieniem obiektywu, od razu przełącza się tryb obrazu np. w wizjerze – na powiększenie. Co więcej, idealnie szybko i cicho działający AF obiektywu Sonnar, nagle zmienia „przełożenie” i obrót pierścienia staje się precyzyjny. Trzeba troszkę pokręcić, aby zmienić ostrość – coś w świecie AF nieznanego.  Dopiero teraz zrozumiałem, co pisał jeden z autorów zachodniego bloga, ciesząc się na manualne obiektywy Carl Zeiss – Loxia…

Druga sprawa. Dostępna w niespotykanie łatwej formie zmiana czułości – zawsze pod kciukiem na pokrętle. Wystarczy, w dowolnej chwili pokręcić, aby w wizjerze pojawiły się animowane cyfry czułości – płynnie się przesuwające. Piękne rozwiązanie!

Wizjer

Wyświetlanie danych w wizjerze o ekstra rozdzielczości i jakości, to temat sam w sobie. Dostosowanie wyświetlanych danych, to też zupełnie nowa jakość. Przełączanie się wizjera po dostawieniu do oka, to norma w Sony, ale także bardzo duży pozytyw. Dla mnie najfajniejsze – po odrzuceniu wszystkich uprzedzeń – jest symulowanie obrazu w wizjerze. Co z tego, że w lustrzance widzimy „prawdziwy” obraz. Jaki będzie naprawdę, zobaczymy albo w trybie podglądu na ekranie albo po wykonaniu zdjęcia. Tutaj obraz zmienia się także w celowniku – symulując zmianę temperatury barwowej, niedoświetlenie itd. Zważmy, że lustrzanka pokazuje w wizjerze, obraz z matówki, która jest przecież elementem optycznym wpływającym na jakość widzianego obrazu (ziarnistość matówki np.), a nie istniejącym, w torze optycznym przed matrycą. Uściślając – widzimy przez obiektyw, ale nie prawdziwy obraz, a obraz na matówce. Tymczasem w A7 widzimy dokładnie to, co widzi matryca.
Wszystko możemy zmieniać nie odrywając aparatu od oka, co jest w zestawieniu z dwoma metalowymi pokrętłami na przodzie i tyle korpusu oraz trzecim – korekcji ekspozycji, nieocenionym ukłonem w stronę ergonomii. Metal, dominujący w całej konstrukcji to wytchnienie, w świecie plastykowych rozwiązań. Lubię to zdecydowanie. Frezowane ząbki itd. Super – bardzo duży plus. Wszystko przywodzi na myśl stare korpusy analogowe segmentu profi.

Ekran LCD

To że jest odchylany, to duży plus, ale gdyby nie był – kosztem wytrzymałości – byłoby jeszcze lepiej. Szafirowe szkło lub Gorilla Glass byłyby lepszym rozwiązaniem. To pierwsze co należy zrobić. Zaopatrzyć się w przezroczyste zabezpieczenie ekranu. Wydaje mi się on dosyć delikatny – a poza tym, konstrukcje firm trzecich, oferują większą odporność na ślady palców. Ja zakupiłem folię, ale za chwilę zamówię chyba szkło lub oryginalną osłonę Sony. Zobaczymy. Ogólnie – to podstawowa sprawa – zabezpieczyć ekran przed porysowaniem – jest on bowiem bardzo precyzyjny i najzwyczajniej szkoda byłoby go porysować.

Battery Grip

Moim zdaniem – trzeba go mieć ale to, że możemy go odłączyć też jest plusem. Jeśli planujemy lekkie półprywatne fotografowanie w podróży – nie musimy go zabierać – wówczas w ogóle nie czujemy, że jesteśmy profesjonalni i nic nie mąci radości fotografowania. Jeśli zaś pracujemy z większym obiektywem, pracujemy długo czy filmujemy i nie chcemy być narażeni na szybsze zużycie akumulatora, powitamy grip z radością. Ja używam go stale – najmniejszy palec idealnie na nim leży, poprawiając wygodę trzymania w dłoni. Zdublowanie pokręteł i przycisku własnego, oraz wygoda całości to duży plus, ale i znak firmowy Sony, który do Alfy, produkuje wspaniałe uchwyty pionowe. Moim zdaniem konieczne wyposażenie.

Jakość obrazu. Migawka

Tu muszę przyznać, że migawka działa zauważalnie głośniej. Leica jest mistrzem, a Sony A7R w tej konkurencji przegrywa. Czy szarpie i wpływa na ostrość? Tak! Tak, ale nie w sposób rujnujący obraz. Czyni mniej więcej to tak, jak analogowy sprzęt za czasów fotografowania na diapozytywach. Kiedy nie mieliśmy możliwości podejrzenia tego co zarejestrowane na kliszy, bardzo poważnie podchodziliśmy do unieruchomienia aparatu lub zastosowania odpowiednio szybkiego czasu. Tyle! Po prostu Sony A7R zmusza do powrotu do starych przyzwyczajeń. Zastosowany w Nikonie D810 system ekspozycji jest lepszy i eliminuje to zjawisko – co zresztą ujęto w poprawce do Sony A7 w wersji II, dodając absolutnie genialnie (podobno) działającą stabilizację matrycy! Wiem czego można się spodziewać, bo Alfa 900 miała stabilizację działającą bardzo dobrze. Teraz może być tylko lepiej.

W A7R tego nie ma, dlatego bardzo poważnie należy brać pod uwagę stosunek długości czasu naświetlania do ogniskowej. Jak za dawnych czasów. Ciężkie korpusy DSLR z lekkimi lustrami o dobrych mechanizmach, nauczyły nas, że nie trzeba rygorystycznie przestrzegać zasad. W tym sprzęcie trzeba. Jest lekki, matryca i migawka duże, a jakość matrycy uwydatnia wszystko.

No właśnie. Matryca – absolutnie najlepsza. Dająca piękny, plastyczny obraz. Zauważyli to niektórzy testujący, ale to ogólnie cecha korpusów Sony (czytaj oprogramowania i procesora). Obraz jest piękny i bardzo szczegółowy. Jeśli pierwsze zdjęcia, które wysłałem rodzinie, zostały zauważone przez amatorów, jako piękne i jakieś nowe – to coś znaczy. Trudno to opisać, ale są analogowe o jakości w zupełności mnie satysfakcjonującej! A w tak małym korpusie – tym bardziej!

Jakość matrycy, to jednak nie wszystko! Jest z nią tak, jak z dobrym sprzętem HiFi stereo. Jeśli jest dobry, obnaża nawet błędy nagrania, przestrzeń studia czy wady masteringu. Tu jest podobnie. Należy uważać, co się podpina do tego korpusu!!! Kitowy zoom Sony 3,5-5,6 24-70 nie będzie tu dobrym rozwiązaniem – natomiast bardzo dobrze recenzowany Sonnar 1,8 55 spisuje się znakomicie. Czyli stałoogniskowy Zeiss, jak najbardziej. Wyciągnie z tej matrycy, maksimum możliwości. Jestem tego na tyle pewien, że muszę zapowiedzieć test tego obiektywu, już wkrótce. Bardzo chciałbym się przekonać, co może pod tym względem Sonnar 2,8 35…  Ale jedno jest pewne. Podpiąć przez odpowiednią przejściówkę można „wszystko”, ale też błędy optyczne tego „wszystkiego” – zobaczycie uwypuklone w znacznym stopniu. Precyzja tego korpusu zadziwia. 36 mln pikseli robi swoje.

Reasumując pierwsze 14 dni

Jestem na progu zauroczenia tym sprzętem. Każda kolejna sesja, przekonuje mnie, że jest bardzo dobrze i że to trafny wybór. Jednocześnie, doceniam precyzję tego sprzętu i to, że nie wybacza on pomyłek. To sprzęt dla świadomego użytkownika i chociaż w typowo „Sonowski” sposób działa idealnie, nawet w totalnej automatyce – to prawdziwie dobre rezultaty, daje w rękach myślącego fotografa. Każdy błąd od razu zobaczymy. Jeżeli nie stać nas na najlepsze obiektywy, jeżeli pracujemy pod presją czasu, w reportażu, to nie jest aparat dobry dla nas. Jeśli cyzelujemy kadry i pracujemy w studio lub w podróży, wykonując zdjęcia pod druk lub sprzedaż, to sprzęt wymarzony. Wiem, że to pobieżne refleksje – ale tyle tylko mi się nazbierało po pierwszych 14 dniach.

Na zakończenie ważna uwaga. Szef działu odpowiedzialnego za sprzęt foto w firmie Sony, musi mieć jaja ze stali… Tak bardzo innowacyjne podejście do wyrzucenia lustra z profesjonalnego korpusu – a właściwie redefiniowanie tego co profesjonalne to trudna decyzja. Mogła skończyć się tragicznie lub być sukcesem. Póki co odczytuję to za mega sukces, który nagle postawił profesjonalne działy Nikona i Canona pod ścianą. Zobaczymy, co będzie dalej? Dla mnie Sony, foto to nie to samo, co inne działy tej firmy. Telefony rozwijają się różnie, ale foto i Play Station prą do przodu niczym „Niezwyciężony” *.

Pomysł wyposażenia tego sprzętu w obiektywy Carla Zeissa, metalowe i z AF – to coś czego inne firmy, mogą tylko pozazdrościć. Bez nich, mogło by być różnie, ale z nimi – to naprawdę dobry system.

_____________________

* Pierwsze zdanie z powieści SF –  „Niezwyciężony” Stanisław Lema -„Niezwyciężony, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *