Rodenstock Digital pro MC – spełnienie po latach!

Zauważyłem, że bardzo często odnoszę oceny sprzętu, który jest mi dane używać do tego co miałem okazję już spróbować wcześniej. Czasami wiele lat wcześniej. To normalne. Wiele sprzętów się dewaluuje, wiele nie wytrzymuje próby czasu ale są takie epokowe konstrukcje, które wspomina się z sentymentem nawet po wielu latach… Co innego jednak obiektywy, co innego aparaty a zupełnie co innego drobne akcesoria.

Te ostatnie rzadko mają okazję być na tyle spektakularne aby pozostawić na nas swe piętno. O jednym z takich akcesoriów postanowiłem Wam napisać. Dlaczego? Dlatego, że właśnie je znowu nabyłem. Po wielu latach i… Jestem szczęśliwy.

Dokładnie chodzi o filtry. Moje zdanie na ten temat jest czytelnikom stałym tego bloga znane. Nie lubię filtrów. Raczej ich nie używam ale…. Ale powinniśmy posiadać  przynajmniej trzy rodzaje. Filtr polaryzacyjny – najważniejszy bo kształtujący obraz – zwłaszcza w lecie gdzie tyle zieleni i pięknego nieba nad nami. UV do zabezpieczenia obiektywu przed wpływem warunków zewnętrznych, jeśli te mogą być niekorzystne. Szary bardzo ciemny – do długich ekspozycji przy krajobrazach i jasny szary do pracy w słońcu z jasnymi obiektywami. Inne są niepotrzebne. Nie chcę wchodzić tu w dylematy na temat utraty jakości itp. Nie chcę też rozpisywać się w tym miejscu o zabezpieczeniu obiektywu. Po prostu jeśli życie spowoduje, że znajdziemy się na targanej podmuchami wiatru plaży dobrze jest mieć co założyć na obiektyw. To zupełnie inna kwestia. 

Czyli – UV, PL i ND. Tak zestawione zapotrzebowanie jest proste… A jednak… A jednak przy kompletowaniu filtrów ważnym aspektem jest ich wybór. Jakiej firmy filtry są dobre? Jest tego dużo ale testów stosunków mało. Które z filtrów tak naprawdę spełnią nasze oczekiwania? Które z nich nie pogorszą obrazu? W zalewie nowych marek z dalekiego wschodu i produkcji dla innych brandów chwalenie się, że filtr powstał z wysokiej jakości szkła optycznego (oczywiście niemieckiej produkcji – a jakże) i pokryty jest najlepszymi warstwami przeciwodblaskowymi (ultra twardymi) stało się standardem. Czy można w to wierzyć? Pewnie można, a jednak zalecam ostrożność. Po tym jak kilka lat temu kupując filtry renomowanej firmy B&W o różnych średnicach zauważyłem, że dokładnie ten sam filtr polaryzacyjny w takim samym pudełku z hologramem, oznaczony tym samym typem oznaczeń i pochodzący z tej samej rodziny filtrów, ma różny kolor powłok przeciwodblaskowych – zwątpiłem. Piszę o najdroższym filtrze kosztującym powyżej 600 zł za sztukę! Pogorszenie jakości zdjęć podczas używania jednego z nich spowodowało, że szukałem długo i okazało się, że do obiegu trafiają także podrobione egzemplarze. Byłem zniesmaczony i starałem się filtrów nie używać. Zwłaszcza, że dużo fotografowałem przy świetle zastanym, na pograniczu możliwości fizycznych sprzętu przy otwartych przysłonach f/0,95 do f/1,4 max. Jednak w tym sezonie pojawiła się konieczność zakupu filtrów i to od razu z myślą o nowych obiektywach. Najzwyczajniej nie wiedziałem co wybrać. Moich ulubionych bowiem filtrów, które używałem jeszcze w czasach fotografii analogowej nigdzie nie mogłem spotkać. Nawet nie widziałem ich w testach. Wiedziałem, że im będę mógł zaufać.

Co to za filtry? To filtry firmy Rodenstock. Tak! Firmowane przez wytwórcę ultraprofesjonalnych obiektywów do kamer wielkoformatowych – zawsze na głowę biły inne konstrukcje. Co więcej ich producent nie jest zbyt wylewny w reklamie i traktuje je jako dodatek do swej oferty. Pamiętam jak przed laty sfotografowałem przy użyciu dwóch filtrów – B&W i Rodenstock – krajobraz morski w  Hiszpanii. Jakość zdjęcia z filtrem Rodenstock była porywająca ale stopień spolaryzowania odbicia w wodzie niesamowity. Zatoka wyglądała tak jakby wody nie było. Folia polaryzacyjna filtra B&W działała w mniejszym zakresie. Nie tak spektakularnie. To wspomnienie było u mnie bardzo trwałe. Tak pięknie uwydatnionych obłoków, tak pięknie spolaryzowanych odbić nigdy wcześniej i nigdy później nie miałem okazji wygenerować. O tej marce jednak zapomniałem. W Polsce raczej filtry Rodenstock są nieosiągalne. 

Tak mi się zdawało! A jednak, zupełnie przez przypadek znalazłem ostatnio w naszym kraju firmę, która te filtry sprzedaje!!! Proces decyzyjny trwał kilka milisekund. Za dwa dni filtry z wcale nie najbardziej wyrafinowanej serii znalazły się u mnie. Zdecydowałem się na serię Digital pro MC, która jest „gorsza” od HR Digital SMC bo posiada ciut mniejszą odporność na zarysowania – co mnie nie przerażało. Wybór tej a nie innej serii wynikał z tego, że potrzebowałem filtrów tego samego typu dla różnych średnic, a tych zaczyna brakować. Cena!!!! O połowę mniejsza od standardowych cen przyjętych dla takich filtrów – co jak się okazało wynika z promocji prawie o 50%! Rewelacja! Filtry przetestowane uzupełniły mój system. Jestem spokojny. Dałem Wam link choć nie lubię takich rozwiązań – tylko dlatego, że lada moment może ich zabraknąć.

Tu małe wyjaśnienie. Obiektyw, którego chętnie teraz używam – czyli Fujinon GF 50 mm f/3,5 to konstrukcja z ciekawą, minimalistyczną osłoną przeciwsłoneczną. Zawsze postępowałem tak. Zaopatrywałem się po jednym filtrze każdego rodzaju (PL, UV, ND) w rozmiarze największego posiadanego gwintu filtra na obiektywie, aby redukować koszty i kontrolować ilość miejsca w torbie. Na ogół posiadałem także tylko dwie osłony przeciwsłoneczne – dużych rozmiarów (nakręcane aby dobrze pracowało się z filtrami polaryzacyjnymi). Potem zaopatrywałem się w przejściówki gwintowe na wszystkie obiektywy i było ok. Teraz odstąpię od tej zasady – ponieważ osłona przeciwsłoneczna tego obiektywu jest tak fajna, zgrabna i przemyślana, że nie chce jej wyposażać w duży filtr – 77 mm. Nie ma jednak problemu – do każdego obiektywu mogę kupić zestaw filtrów ponieważ ich całościowa cena zakupu i tak nie przewyższy jednego zestawu B&W! W torbie troskę więcej miejsca zajmą ale…. Opakowania są bardzo płaskie.

Na koniec dwie fotografie z filtrem UV i bez… Doszukacie się różnic?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *