LAOWA 17 mm f/4 D-DREAMER DLA FUJIFILM GFX

Laowa to marka, która nie przestaje mnie zadziwiać. Cała seria obiektywów pełnoklatkowych (i nie tylko) o zerowej dystorsji wzbudziła mój szacunek. Obiektyw Laowa 25mm f/2.8 2.5-5X Ultra Macro zadziwił mnie do tego stopnia, że musiałem „nacykać” nim wiele fotek detali przedmiotów codziennego użytku, ciesząc się tym czego moje oczy nigdy nie zobaczą. To dobrze, pomyślałem kilka miesięcy temu, że taka firma istnieje. Poważne podejście do tematu kreowania obrazu bardzo mnie do Laowa przekonuje. 

Jakaż była moja radość, gdy dowiedziałem się, że producent niezależny wyprodukował szkło jeszcze szersze niż najszersze istniejące w systemie GFX. 6 mm w szerokim, a właściwie bardzo szerokim kącie to duża różnica. Taka różnica pomiędzy Fujinon 23 mm f/3,5, a Laowa 17 mm f/4 GFX Zero-D to tylko 6 mm różnicy, a jednak. Daje to ogniskową w przeliczeniu 13 mm i kąt widzenia 113 stopni. AF nie jest tu potrzebny. Ostrość i tak ma bardzo duży zasięg. To godny pochwały fakt, że Laowa wyszła na przeciw zwiększającemu się gronu użytkowników systemu GFX i stworzyła ten obiektyw. Natywnych szkieł nigdy dosyć…. Owszem Laowa przerobiła D-Dreamera 12 mm do pełnej klatki przez zamontowanie na stałe Magic Format Convertera i uzyskała tym samym taki właśnie rezultat, ale to i tak godne pochwały.

D-Dreamer 17 f/4 GFX to D-Dreamer 12 z konwerterem.

Obiektyw ma 124,5 mm długości i 88 mm średnicy. Jest długi ponieważ to obiektyw do lustrzanek. Waży 829 g. 5 listków przysłony pracuje w zakresie do f/22 co przy takim kącie i zastosowaniu do krajobrazów czy architektury może mieć znaczenie. Zbudowany jest z 21 elementów w 14 grupach. Dwa elementy to soczewki asferyczne, trzy to soczewki o bardzo małej dyspersji. 

Obiektyw wykonany jest bardzo precyzyjnie. W całości z metalu. Jest długi i zakończony „trąbkokształtną” osłoną przedniego elementu optycznego, który jest bardzo mocno wypukły, ale nie wystaje poza krawędź owej „trąbki” – to umożliwia stosowanie przy tym kącie widzenia zwyczajnych nakręcanych filtrów o średnicy 86 mm. Fani filtrów szarych i polaryzacyjnych nie stracą ostatniego grosza na doposażeniu tego obiektywu. Obiektyw nie współpracuje z EXIF i nie ma automatyki. Pierścienie ostrości i przysłony nie wystają poza obrys korpusu, co sprawia, że musimy się nauczyć szybko wyszukiwać je palcami. Całość wykonana bardzo precyzyjnie. Wręcz wzorowo. Obiektyw ma swój połyskujący metalicznie niebieski pasek stylizacyjny na obwodzie. Ładnie to wygląda. Wzbudza szacunek masą (choć nie jest bardzo ciężki) i kolorystyką warstw przeciwodblaskowych przedniego elementu. Pierścień ostrości pracuje z odpowiednim oporem, ale nim się przy tej ogniskowej i tej głębi ostrości nie napracujemy:-) Pierścień przysłony działa skokowo, delikatnie „zaskakując” co pół działki. Bardzo dobre wrażenie robi na każdym, komu go pokazałem. Jeszcze większe wrażenie robią zdjęcia. Nie uprzedzajmy jednak.

Jaki obraz daje ten obiektyw? Przede wszystkim daje obrazy o niecodziennej perspektywie, zbliżone do tych, które oferują Heliary firmy Voigtlander o podobnych ogniskowych. Tak naprawdę mamy tu do czynienia z ogniskową ok 13 – 14 mm w przeliczeniu na ogniskowe dla pełnej klatki.Niesamowite. Inny świat. Inny, niż ten który widujemy naszymi oczami. Są tu oczywiście rozciągnięcia na brzegach, tak charakterystyczne dla tego typu ogniskowych, ale to raczej urok niż wada. Dlaczego? Dlatego właśnie, że obiektyw nie generuje dystorsji! W większości przypadków da nam zachwycające, szerokie kadry. Możemy go przymykać dla zwiększenia ostrości chociaż przecież jest dosyć ciemny ze swoją przysłoną f/4 tylko tu ostrzeżenie! Jakości zdjęcia nie zobaczycie na podglądzie. Dlaczego?


Dlatego, że na przykład w fotografii krajobrazu detale są tak małe, że poszczególne listki zlewają się w wizjerze. Trudno jest przez to ostrzyć. Antyaliasing wizjera w tym przypadku może dokuczać. Przy teleobiektywach, gdzie detale są większe zjawisko to nie występuje. Trzeba trochę zaufać i wybrać najostrzejszą z „nieostrych” wersji obrazu widzianego w wizjerze. To co zobaczymy na prawdziwym zdjęciu zaskoczy nas na plus i to w wielkim stopniu. Tu mam na myśli „zwykłe” fotografowanie „z ręki”. Jeśli zaufamy prawom fizyki i aparat unieruchomimy, a obiektyw przymkniemy – uzyskamy na matrycy GFX niesamowitą ilość szczegółów. Jak każdy obiektyw tak skrajnie szeroki, może on być podstawą do eksperymentów z reportażem, zdjęciami podchwyconymi itd.

Z migawką elektroniczną w takim GFX 50R może stać się potężną bronią reportażysty. Pola eksploatacji dla tego szkła możemy mnożyć. Bo to, że do architektury, wnętrz i krajobrazu jest on stworzony to oczywiste. Trzeba się uczyć tego szerokiego kąta. To fakt. Jak każdego obiektywu o takim kącie widzenia. Trzeba przy tej ilości detali otrzymywanych ze średnioformatowej matrycy wypracować sobie najlepszy dla naszej pracy sposób wyostrzenia programowego detali. Łatwo tu o przesadę. Co ciekawe, obiektyw dobrze radzi sobie w pracy pod światło. Daje szczegóły w cieniach i nie traci kontrastu. Oczywiście to nie kontrast na poziomie tego z obiektywów Leica, a raczej z „elek” Canona, ale zawsze! Jest dobrze. Umieszczone w kadrze silne źródło świtała da Wam ładne gwiaździste bliki. O zerowej dystorsji tak ważnej w fotografii architektury już pisałem? Ach tak… 😉

Na koniec bonus. Ten szeroki kąt ma wartość dodaną. Typową dla firmy Laowa. Możliwość pracy z bardzo małych odległości. Dystans minimalny 20 cm mierzony od płaszczyzny matrycy powoduje, że ostrzymy na obiekt położony parę centymetrów przed przednią soczewką!!!! To dopiero pole do popisu, zwłaszcza, że obraz docelowo zapisze średnioformatowa matryca. Jest to ciekawa opcja do eksploracji optyki ultraszerokokątnej. Sam zaś obiektyw jest ciekawą opcją dla każdego, kto zdecydował się na wejście w świat średniego formatu pod logiem Fujifilm. Cena na poziomie nieco ponad 4000 zł nie jest niska,  gdy porównamy ją ze szkłami małoobrazkowymi, a w średnim formacie to łakomy kąsek! W zestawieniu z ceną obiektywu Fujinon może dać alternatywę wejścia w posiadanie obiektywu bardzo szerokokątnego w systemie GFX. Dobra mechanika, parametry i nie zniechęcający przy tej ogniskowej brak systemu AF to zalety działające na korzyść D-Dreamera 17 mm f/4 z mocowaniem GFX.

Na koniec jedna uwaga. Obiektyw ma przednią soczewką wykończoną specjalną warstwą zapobiegającą osadzaniu się brudu i wilgoci. Jeśli jednak już coś się Wam do przedniej soczewki “przykleji” musicie się naprawdę postarać aby to usunąć. Mocno nawilżone i niestrzępiące się bibułki Carl Zeiss mogą okazać się jedynym wyjściem. Aby takich sytuacji uniknąć i ochronić obiektyw, można zaopatrzyć się w filtr Laowa 86 mm. Polecam.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane korpusem Fujifilm 50R.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *