Voigtländer Nokton Classic 40 mm f/1,4 SC

Posted on

Obiektyw uniwersalny?

Na pewno spotkaliście się ze stwierdzeniem, że czasami dobrze jest pofotografować tylko jednym obiektywem. Nie zabierać nic ze sobą tylko jedną ogniskową i to nią starać się fotografować. Jestem wielkim fanem tej teorii. Posiadanie przy sobie innego obiektywu zawsze kusi. Tymczasem jeśli mamy tylko jeden obiektyw… Nic nas nie rozprasza. Hmm. Tylko, że ta teoretyczna sytuacja zawsze łączona jest albo z nauką fotografowania, albo ze spacerem, jednodniowym plenerem etc. Nigdy zaś z zatrważającą wizją posiadania jednej, jedynej ogniskowej. No i właśnie dlatego tę kozacką teorię postanowiłem wdrożyć w życie i zabrać na tygodniowy wyjazd wakacyjny tylko korpus z jednym obiektywem i… To wydawało mi się zbyt mało kozackie i ekstremalne – zestawem trzech naładowanych akumulatorów bez ładowarki i z jedną kartą pamięci bez możliwości jej zgrania na cokolwiek. Całość zmieściła się w małym futerale i została wrzucona do bagażu, gdzie zwyczajnie zniknęła. Ja poczułem dziwną ulgę i jednocześnie dreszczyk emocji. Szybko wróciłem do szafki, w której leżała w skórzanych woreczkach, zabezpieczona przed kurzem – cała moja „szklarnia”… Czy ja aby dobrze robię??? Worki przypominały mi niesamowite możliwości obiektywu ukrytego we wnętrzu. Jasne Noktony, Summarity, Zeissy i APO Lanthary obiecywały wiele – oby tylko je zabrać. Pozostałem nieugięty. Żadnej pracy – tylko pamiątkowe zdjęcia. Jeden maleńki obiektyw, który ledwo odstawał od korpusu… Wiedziałem, że on mnie nie zawiedzie. Byłem pewien. Zamknąłem szafkę i już o nim nie myślałem. Moim okiem na świat został na czas urlopu – dobrze mi znany, obiektyw uniwersalny, dobry na każdą okazję – Voigtländer Nokton Classic 40 mm f/1,4 SC.

Czy dobrze zrobiłem?!?!

Ten obiektyw już testowałem w wersji MC. Jest to mutacja szkła Nokton Classic 35 mm f/1,4 tyle, że zmiana ogniskowej pociąga tu za sobą cały zestaw plusów, który wydaje się nie do przecenienia. 

Po pierwsze dłuższa ogniskowa oferuje lepszą jakość obrazu. To bardzo ważna cecha tego szkła. Obiektywy 35 mm z serii Classic dają pewną delikatną „mgiełkę” podczas fotografowania na otwartej przysłonie, która znika po wprowadzeniu ostrzy przysłony w tor obrazowy. Nie trzeba nawet „dociągać” do pełnego skoku. Tu jest lepiej. Z ostrością. Ogólna cecha serii Classic jaką jest tendencja do marzycielskich rozmyć boków, a w pewnych przypadkach tła oczywiście pozostaje. Ogólnie jednak obiektyw jest wyraźnie lepszy – jest to subtelna różnica ale zauważalna. 

Po drugie ogniskowa 40 mm jest ogniskową idealną. Dopiero teraz producenci sięgają po nią chętnie (Samyangczy Zeiss Batis). Do niedawna była to zastępcza ogniskowa rezerwowana dla szkieł „naleśnikowch” w systemach Yashica/Contax (Tessar) czy Canon. Tylko świadome firmy takie jak Leica (Summicron-C 40 mm f/2) czy Voigtländer posiadały szkła o tej ogniskowej w swej ofercie z pełna świadomością. Co więcej Voigtländer miał w ofercie w ostatnim czasie, aż dwa szkła 40 mm o różnym obrazowaniu. Heliar 40 mm f/2,8 i bohater naszego testu Nokton Classic 40 mm f/1,4 (oczywiście w wersji jedno i wielopowłokowej). No właśnie. To ogniskowa 40 mm jest tą uniwersalną. Przepraszam. Standardową ogniskową. Aby mieć szerszy widok wystarczy się oddalić trochę bardziej. Aby mieć zbliżenie wystarczy się przybliżyć. Niby proste tylko, że to samo w wykonaniu ogniskowej 35 mm skończy się wyraźnym odczuciem szerokiego kąta – np. przy zbliżeniu lub wyraźnym przesadnym zacieśnieniem przy użyciu ogniskowej 50 mm. T0 daje nam dowolność bez serwowania efektu wskazującego na ogniskową. Kto nie miał okazji fotografować takim szkłem – powinien spróbować.

Po trzecie bardzo wysoka jakość po przymknięciu do f/5,6. To nie kokieteria. To fakt. Jeżeli pomyślicie w tym miejscu, że każdy obiektyw tak ma to nie rozumiecie o czym piszę. To nie ogólna poprawa ostrości jaką wyczuwamy i widzimy nawet w szkłach M42 produkowanych do Zenitów czy Practik w latach siedemdziesiątych. To generalnie bardzo wysoka ostrość i to ostrość uzyskiwana nawet w zakresie pracy na dalekie dystanse w tym na nieskończoność. Obiektyw pokazuje wówczas jak ostry być potrafi tak mały kawałek optyki.

Po czwarte – wielkość. No właśnie. Długość 29,7 mm – niecałe 3 cm!!!!. Średnica 55 mm (nie gwint filtra, całego obiektywu). Gwint filtra 43 mm. Waga 175 gram. Budowa optyczna – gaussopodobna – 7 soczewek w 6 grupach. 10 lamelek przysłony i możliwość fotografowania z odległości 70 cm. Tego obiektywu nie czujecie. Nie zabiera miejsca w torbie. Mój zawsze leży na dnie torby, zapakowany w niewielki welurowy woreczek. Używając go jesteście odbierani za niegroźnego cichego wariata. To nie może być poważne fotografowanie, skoro dwoma palcami przykrywacie cały obiektyw. Chwytania wystających po bokach „uchwytów” sterujących przysłoną czy ostrością musicie się nauczyć. Pracując z korpusem Leica doświadczacie typowo „lejkowskich” doznań, które z wdziękiem dziedziczą użytkownicy kamer Sony czy Fujifilm (Ci ostatni przez przejściówkę i z nieco inną ogniskową, ale wrażenia niezmiennie analogowo-lejkowe). Nie wyobrażam sobie nie mieć przy sobie tego szkła. Dlatego decydując się tylko na nie, nie poczułem się zdradzony czy oszukany. Wiedziałem co robię – dlatego często polecam ten obiektyw wszystkim, którzy wahają się czy do swego Sony nie dokupić Voigtländera. Jeśli Wam spasuje ten sposób pracy – jakże analogowy, przepadniecie, ponieważ dostaniecie w zamian jeszcze jedną ważną cechę. Plastyczne rozmycia. I pokochacie markę Voigtlander;-) Tak jak ja onegdaj.

Po piąte – nietuzinkowe obrazowanie. Cecha, którą można potraktować jako wadę. W zakresach przysłony f/1,4 – f/2 obiektyw daje marzycielsko miękkie obrazowanie, które stało się tajną bronią wielu portrecistów, fotografów dziecięcych, noworodkowych no i ślubnych. Tak. Ten obiektyw z każdej sytuacji da nam niesamowicie plastyczną interpretację rzeczywistości. Centrum kadru będzie ostre, jednak to co w tle… zostanie pokazane w sposób, który potrafi obezwładnić. Ta nieostrość jest nie tylko rozmyciem ona jest renderowana na nowo, przybierając trudne do nazwania formy, które zależą od tego co w tle się znajdzie i jak daleko owo tło od głównego obiektu występuje. Z czasem zaczniecie wyczuwać, które z mijanych teł idealnie zagra z tym Noktonem Classic. Pierwszeństwo należy się tu przede wszystkim różnym przejaśnieniom i blikom. Obiektyw ten „znakomicie” zachowuje się pracując pod światło.

Po szóste – praca pod światło. Pisząc „znakomicie” mam na myśli nietuzinkowe zachowanie się tego obiektywu, w sytuacjach gdy na przednią soczewkę kierujemy strumienie światła. Zbrodnią jest zakładanie na tego Noktona osłony przeciwsłonecznej. Ostrość pozostaje (w odróżnieniu od starych konstrukcji z ZSRR czy NRD), jednak fioletowe zafarby, spadki kontrastu, urokliwe niedoskonałości – po prostu obezwładniają dając bardzo oryginalne kadry. Tego oczywiście też trzeba się nauczyć ale właśnie z tego powodu radzę zaopatrzyć się w wersję SC (z jedną warstwą przeciwodblaskową) zamiast standardowej wielopowłokowej. Jak się bawić to się bawić. Jak kozaczyć to na całego!

Zamiast podsumowania pokażę trochę fotografii. Dodam tylko, że absolutnie nie żałuję. Sony A7R z tym szkłem sprawiło, że fotografowało się świetnie. Komfortu dopełnił idealny i najlepszy – gorąco polecam – Voigtländer VM-E Close Focus Adapter, który pozwalał fotografować nawet z odległości około 30 cm. To dobra inwestycja dla wszystkich posiadaczy korpusów Sony. Tak pewnej mechaniki i braku luzów trudno szukać w innych adapterach.

No to zapraszam do oglądania fotek z wakacyjnego notatnika. Sony A7R zamiast smartfona?. Z tym obiektywem – tak. Smacznego.

Ostro oczywiście. F/5,6
Normalny, ostry obraz lub…jak poniżej … odmienna interpretacja obiektu.
Ostrość w centrum bez zarzutu nawet na w miarę otwartej przysłonie – tu-f/2
To właściwy obiekt p rozmycia pod światło.
Wystarczy jednym palcem przesłonić soczewkę aby mieć kontrast…. lub jak na zdjęciu poniżej odsłonić wpadające światło i….
Może być bajkowo.
Może być klimatycznie.
Może być też arcy-szczegółowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *