Rolls Royce Wraith? Nie! Gitzo SysTematic 5! Najlepszy staTyw Świata!

Kto śledzi moją stronę i kolejne wpisy – ten wie, że zawartość kolejnych artykułów to tak naprawdę wynik dzielenia się z Wami obserwacjami związanymi z poszukiwaniem sprzętu dla siebie. Tego „najlepszego”, spełniającego wszelkie oczekiwania. Nie wiemy co jest dobre. Czasami nam „coś” się po prostu wydaje. Jesteśmy przekonani. Tak jak ja kiedyś do lustrzanek i obiektywów lini pro – „L”. Jeśli mamy szczęście – co do końca nie jest komfortowe – nasza strefa komfortu może lec w gruzach – ponieważ ktoś pokaże nam, że warto spróbować czegoś innego. Lepszego. Czegoś o czym wie, gdzieś tam szeroki świat, ale nie wiemy my. Często ignorujemy taką wiedzę, ale kiedyś nas dopada. Widzimy jakość i… Zaczyna się „choroba” dążenia do doskonałości. Do tego wątku jeszcze wrócę. Ważne, że w czasie poszukiwań często się mylimy i niepotrzebnie wydajemy pieniądze kilkakrotnie na tą samą rzecz. Używamy, przestajemy być zadowoleni. Sprzedajemy. Kupujemy lepsze… Itd. Stąd częste błądzenie. Rynek oferuje tyle możliwości, że poruszanie się wśród nieskończonej oferty bywa uciążliwe. Najbardziej uciążliwe staje się jednak wówczas, gdy nie szukamy paska do aparatu za 150 zł tylko naszego wymarzonego aparatu, obiektywu, komputera czy statywu. No właśnie…. Statywu… 

Przejście na system średnioformatowy spowodowało u mnie perturbacje związane z wyborem większego (cięższego) bardziej stabilnego statywu i co gorsza głowicy, która bezproblemowo obciążona sprzętem do 3 kg będzie blokować się w dowolnym położeniu bez luzów, zawahań i drżenia. Chciałem, żeby ustawiony kadr już nie drgał. Aby zablokowany na statywowej głowicy aparat Fujifilm GFX 50R z obiektywem Fujinon 110 mm f/2 czy Mitakon Speedmaster 65 mm f/1,4 nie drżał podczas nastawiania ostrości – podczas ostrzenia z powiększonym fragmentem obrazu. Czy to wiele? Okazało się, że tak. Mój zestaw statyw Manfrotto 055 z głowicą XPRO, który z nawiązką pełnił rolę statywu ciężkiego i uniwersalnego do systemu opartego o Sony A7R, tu przestał wystarczać. Przez chwilę uratowała mnie głowica video, która wykazała się większą sztywnością i siłą blokady. Przez krzyżowo mocowaną płytkę i adapter Arca Swiss i L-plate Small Rig mogłem jako tako stabilizować kamerę w pionie i poziomie, ale uginające się i lekko rozjeżdżające się nogi statywu (na śliskich powierzchniach takich jak podłoga, kafelki) nie wzbudzały zaufania. Do tego wszystkiego wygląd…. Szkoda o tym pisać. Nie było to eleganckie rozwiązanie. Statyw 057 z głowicą 057 zachował się podobnie. Było znacznie lepiej ale…

Na ostatnią sesję do Francji zabrałem ze sobą statyw 058 Triaut ważący bez głowicy 6,7 kg. Ten statyw naprawdę unieruchomił tę kamerę, nawet w wietrzną pogodę. Tyle, że mobilność została ograniczona do max 300 m. Dłuższe przenoszenie wymagałoby współpracy z kulturystą, który traktowałby to jako wyzwanie… Kto czytał moje kolejne testy ten wie, że potem był statyw 457 no i tu było lżej, wybrałem też fenomenalną głowicę, która mnie zaskoczyła głowicę hydrostatyczną Manfrotto 468, która już była tym czego szukałem.

Blokowała w lekki sposób – dosłownie przez lekkie dokręcenie pokrętła opuszkami palców – dowolny ciężar w dowolnej pozycji. Szok – ponieważ ta głowica z wyglądem sprzed 20 lat zawsze była przeze mnie pogardzana. Nie podobała mi się do tego stopnia, że takie modele jak 057 błyszczące kontrastem czerni i czerwieni witałem jako powiew świeżości. No i co? Jak już napisałem to właśnie statyw 457 stał się dla mnie pierwszym akceptowalnym zestawem, który z głowicą 468 dał pewne podparcie kamerze z wagą statywu na poziomie 4,3 kg (bez głowicy). Z taka masą już da się przemieszczać zwłaszcza, że mamy pewność ustabilizowania kamery.

Tak mogłoby pozostać. Tu jednak muszę Was przeprosić za swe dążenie do absolutu…. Ale to zdanie jest pretensjonalne. No cóż. Jest szczere… Przepraszam raz jeszcze. Muszę się bardziej wytłumaczyć. W fotografii najważniejsza jest treść. To fakt. To co znajdzie się przed kamerą jest najważniejsze. Fajnie jednak jak to „coś najważniejsze”, sfotografujemy z najlepszą możliwą jakością. Stąd cały ten blog. Testowanie kolejnych obiektywów i budowanie „swojego zestawu marzeń”. Potem modyfikacje. Kolejne obiektywy. Zmiany systemu…. Ideałem jest dla mnie jednak znalezienie się w takim stanie technologicznej pewności, że mamy rzeczywiście to co trzeba i nie musimy szukać dalej.

To idealny stan. Mam już taki obiektyw. Odhaczone. Mam taki korpus, który zadowala mnie w pełni – odhaczone. Nie muszę już czytać, szukać na forach, błądzić po sklepach. Mam komputer taki jak trzeba. Odhaczone. Nie szukam. Mentalny zielony „ptaszek” akceptacji pojawia się przy kolejnych pozycjach systemu, w oparciu o który działamy. Statyw, który kupiłem kiedyś – jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, używam w sumie do teraz. Owszem spadł w rankingu ulubionych, gdzieś na końcowe pozycje, ale wyrzucić go nie mam sumienia ponieważ to stare, odrapane Manfrotto ciągle daje radę – chociażby jako podparcie do slidera. Statyw jest naszym towarzyszem. To najważniejszy po kamerze i obiektywie element systemu. Gdybym tak znalazł statyw najlepszy dla siebie? Mógłbym tę pozycję „odhaczyć”. 

W takim właśnie momencie znalazłem się teraz w poszukiwaniu statywu. Czająca się gdzieś w tyle głowy myśl, że to chyba jednak nie jest to „to”, że można lepiej, nie opuszczała mnie od ostatniego testu statywu 475B… Dokładna analiza przyczyny tego stanu nieukontentowania sprawiła, że wytropiłem u siebie moment, w którym zakiełkowała myśl, że może jednak można inaczej… Będąc w sklepie fotograficznym zwróciłem uwagę na sytuację, w której klient oglądał mały statyw podróżny. Trochę porozmawialiśmy. Statyw stał rozłożony. Było to maleństwo o „wzroście” na poziomie 130 cm. Cienkie nóżki, wydały mi się tym czego ja nie szukałem, szukając solidnego podparcia. Gdy wszyscy się odwrócili na moment – hehe, wiem nie powinienem – oparłem rękę na statywie – czekając na solidne ugięcie się konstrukcji. Znacie takie momenty, gdy sięgacie po torbę, która jest wielka i nagle okazuje się bardzo lekka. Sięgacie po coś niewielkiego, a to waży nadspodziewanie dużo. Moment zdziwienia jest bezcenny. Mnie zawsze zdarza się w takiej sytuacji uśmiechnąć. Wówczas przeżyłem szok – ponieważ ten statywik – nawet nie drgnął. Sztywność konstrukcji była niesamowita. Chwyciłem za głowicę i go podniosłem. Jeszcze większy szok, bo ten statyw nic nie ważył….. Odłożyłem go i kątem ucha usłyszałem cenę przy finalizacji zakupu. Ponad dwa tysiące? To musi być Gitzo – pomyślałem. Tylko taka sztywność za taką cenę może być do uzyskania z tą właśnie marką, o której wiedziałem że jest najlepsza.. Marką, którą zawsze znałem, bo obserwowałem jak używają tych statywów Mistrzowie, ale traktowałem niezbyt poważnie.

Dlaczego? Otóż dlatego, że nie mogłem tych statywów sprawdzić. A nawet jeśli widziałem je na targach Foto-Video w Łodzi lub na imprezach w stylu zlot Optyczne.pl, to nie miałem czasu się na nich skupić. Tyle było obok innych – w tym sprawdzone i ulubione Manfrotto. Zabrany kiedyś katalog i cennik studziły moje zakupowe chęci. Zresztą – czyż nie jest tak, że jeśli stać nas na Mercedesa to nie szukamy Bentleya czy Rolls Royce`a? No właśnie. Jeśli statyw obsługujący moje obciążenia kosztuje w Manfrotto jakieś 2600 zł, to czyż jest sens zastanawiać się nad konstrukcjami dwa razy droższymi? To przecież „tylko statyw”. Pewnie wszyscy myślimy tak samo lub podobnie.

Tu Was rozczaruję. Wpływ ustabilizowania aparatu podczas zdjęć z dłuższymi czasami lub zawsze tam gdzie chcemy wyeliminować jakąkolwiek możliwość utraty chociażby „procenta” jakości – jest przez nas ciągle niedoceniany.  Kupujemy wężyki spustowe, staramy się nie dotykać sprzętu, stawiać go na stabilnym podłożu itd. Skracamy czasy naświetlania „z ręki”. Więc niby robimy wszystko w tym zakresie ale…. No właśnie. Wiele elementów jest przez nas słabo przemyślanych. Pogarsza jakość zdjęć, a my nie zdajemy sobie sprawy z tego. Dopiero testy pokazują, że można lepiej. Czasami nie testy – tylko sytuacja. Np. szalony zakup na pchlim targu lustrzanego, rosyjskiego obiektywu 500 mm za 300 zł, który nagle pokazuje nam, że obraz w naszym „pewnym” statywie ciągle drży. 

Chcecie wiedzieć co jeszcze jest bez sensu? Szerzej opisuję to w książce, która powstaje już od dłuższego czasu, ale tu uchylę rąbka tajemnicy i wymienię tylko niektóre elementy. Po pierwsze migawka aparatu wprowadza drgania. Ustawcie aparat na statywie i chwyćcie za nogę statywu. Wyzwólcie migawkę. Drgania poczujecie. To pierwsza sprawa, która można obejść – np. poprzez włączenie trybu pierwszej kurtyny elektronicznej – chociaż nie wszystkie aparaty takim trybem dysponują. Po drugie – największy absurd – tak powszechny, że to, aż chore, a jednak. Płytka mocowania statywowego wyłożona od strony aparatu gumą…. No przecież ma chronić korpus przed porysowaniem itd. A przecież guma słynie z czego? Ze sprężystości!!!! Drgania migawki utrwalane są i nieco potęgowane przez tą gumę. Ja ten element już dawno wyeliminowałem stosując płytki L-kształtne z mocowaniem Arca-Swiss. Metal złączony z aparatem osadzony w metalowym zacisku. U mnie nie ma gumy już dawno…. Jak jest u Was? 

Teraz kolejna sprawa – sztywność konstrukcji. To właśnie sztywność całego statywu wpływa na to, że ewentualne drgania migawki są tłumione szybciej. Wibracje są szybko wygaszane. Oczywiście mowa o milisekundach, które mają mniejsze znaczenie przy ekspozycjach kilkuminutowych ale znacznie większe znaczenie przy czasach rzędu 1/2 sekundy. Przyjmijcie do wiadomości, że to sztywność konstrukcji ma znaczenie nadrzędne. Waga konstrukcji może zabezpieczyć Was przed poruszeniem przez podmuchy wiatru, ale to właśnie sztywność odpowiada za podparcie i ustabilizowanie sprzętu. Statyw, który pracuje na nie wysuniętych do końca segmentach nóg jest zawsze sztywniejszy niż ten pracujący na maksymalnym wysięgu sekcji. Solidniejszy i lepiej zbudowany zawsze będzie lepszy od lichego, w którym zastosowano złe zaciski czy luźniej dokręcone śruby. Źle dobrane stopki, które łatwo sprawdzić. Jeśli nasz statyw po rozłożeniu ciągle możemy „poprawić” w ustawieniu delikatnie odciągając butem na boki stopki – a jego nogi na to pozwalają – poddając się temu „zabiegowi” – znaczy to, że nie jest najlepiej. O tym jak ważne są to kwestie – niech świadczy specjalny portal testujący statywy i głowice, gdzie badania drgań, materiału, z którego wykonany jest statyw, użycia wężyka spustowego, wpływu czasu naświetlania, budowy głowicy itd. są tematem poważnych testów. Zachęcam do poczytania. Przyjęta metodologia testowa wydaje mi się bardzo solidna…TheCenterColumn.com

Do rzeczy. Chęć zakupu doskonałego statywu była dla mnie bardzo ważna. Zwłaszcza teraz, gdy jakość generowanego przez korpus obrazu tak wzrosła.  Chciałem „odhaczyć” ten element toru obrazowego. Od momentu ostatniego testu i wspomnianej sytuacji w sklepie – zastanawiałem się poważnie nad tym jaki statyw będzie najlepszy. W pamięci ciągle tkwił obraz bardzo zadowolonego faceta wychodzącego ze sklepu z małym statywem za dużą sumę. Faceta, który wyraźnie wiedział co kupuje. Nadeszło zwątpienie. Czy model 475 to naprawdę „to”? Wiecie co mi trochę przeszkadzało? To, że jego budowa to właściwie klasyka od lat siedemdziesiątych. Wszystko się zmienia, technika galopuje w zawrotnym tempie, a statywy się nie zmieniają. Rozpórki w tym modelu ciągle podzwaniają, a statyw po złożeniu i po chwyceniu go w celach transportowych za jedną nogę – powoli się rozkłada. Nie ma to wpływu na zdjęcia, ale pozostawia pewien niedosyt. Z drugiej strony jeśli już wydajemy krocie na obiektywy i aparaty to czy cena w granicach 1/6 całości to zbyt wiele? Hmmm. Długo nad tym myślałem. No dobra – 2 tygodnie. W końcu postanowiłem zapoznać się z produktami Gitzo… Tak na poważnie! Bez wcześniejszych uprzedzeń. Bez zastanawiania się nad ceną. Wiecie – nie chodziło tu już o 1000 czy 2000 zł w jedną stronę. Zależało mi na stabilności. Na poczuciu uzyskania ostatecznego rozwiązania problemu statywu. „Odhaczenia” tego elementu wyposażenia. Trochę się bałem… Wiecie czego? Ano tego, że jednak nie znajdę już czegoś lepszego. Że pozostanie mi dźwiganie tych 5 kg statywu 475 z głowicą 468, które gwarantują jakość zdjęć. Będzie może mniej elegancko i konserwatywnie, ale za to pewnie.

Przed wizytą w Gliwicach – w salonie firmy Foto 7, gdzie podobno było wszystko z oferty Gitzo – miałem tremę. Oczytałem się i zainteresowałem konkretnym modelem z serii Systematic – modelem GT4533LS. Co do głowicy nie miałem pewności. W końcu tuż przed Świętami pojechałem i… Rozwiązałem swój problem „statywowy”. Mam nadzieję, że na długie lata. Pojechałem po Bentleya Coninentala. Wróciłem z Rolls Royce Wraith…. Wybaczcie to pompatyczne zadęcie. Jestem po prostu bardzo zadowolony i cieszę się jak dziecko;-)

Tak – wybaczcie przydługi wstęp – ale jestem tak zadowolony z finalnego wyboru, że nie mogę się z Wami nie podzielić radością. Tym razem jest wszystko. Nowoczesność konstrukcji, niesamowita obciążalność, sztywność przekraczająca moje wyobrażenia i waga, która zaskakuje wszystkich – in plus! Nawet niesamowita stylistyka. Ja osiągnęłam stan statywowej nirwany. Określmy to lepiej – statywowej równowagi. Nie mam już nic w tej materii do szukania. Moje poszukiwania się skończyły. Może dlatego, że dokonałem wyboru bez kompromisów. Poszedłem na całość. Wybór nie był prosty. Nie był też tani. Jednak wiem, że postąpiłem dobrze. A skąd to wiem? Najpierw pomogę sobie i Wam i przedstawię kilka faktów, o których nic nie wiedziałem… Trochę mnie to denerwuje, że tyle czasu zmarnowałem. Z drugiej strony…. No cóż. Tak mało się o tych statywach pisze. Kto je ma i używa ten się cieszy i zapomina podzielić się opinią…

Dobra. Zaczynamy test. Wprowadzenie.

Biję się w pierś. Jak się okazało – nic nie wiedziałem o włóknach węglowych i kompozytach. Ciekawe czy stan Waszej wiedzy jest taki jak mój, czy jesteście mądrzejsi. Otóż moja wiedza o carbonie była taka, że jest drogi bo lżejszy od aluminium przy podobnej wytrzymałości. Stąd wynikały wyższe ceny modeli Manfrotto. Ten sam statyw 055 w wersji carbonowej i aluminiowej dzieliła przepaść cenowa. Zawsze przy wyborze myślałem, że wystarczy mi aluminium skoro carbon jest prawie tak samo wytrzymały – to znaczyło, że aluminium jest wytrzymalsze tyle, że cięższe. Tu jednak pozwolę sobie zacytować ów wspaniały portal o statywach thecentercolumn.com To tłumaczenie z Google Tłumacz więc przepraszam za składnię… – ważny jest sens:

Z teoretycznego punktu widzenia wybór zastosowania włókna węglowego zamiast aluminium jest uzasadniony. Sztywność materiału jest określana ilościowo za pomocą metryki zwanej modułem Younga (…), sztywność włókna węglowego jest wymieniona na 181 GPa, podczas gdy aluminium wynosi 69 GPa. Tak więc statyw z włókna węglowego o takich samych wymiarach rurki jak aluminium będzie działał znacznie lepiej. Ponadto włókno węglowe jest mniej gęste niż aluminium, dlatego też statyw będzie również lżejszy. (…) Szczególnie interesujące jest to, że wszystkie aluminiowe statywy pokazują w badaniu, że sztywność jest w przybliżeniu proporcjonalna do ciężaru. Wydaje się, że stare przekonanie, że stabilne statywy są z konieczności ciężkie, jest słuszne, jeśli chodzi o aluminiowe nóżki. (…) Najlepsze statywy z włókna węglowego są znacznie lżejsze i sztywniejsze niż aluminiowe. (…) Współczynniki tłumienia są lepsze w przypadku kompozytów z włókna węglowego niż w przypadku aluminium o współczynnik między 1-3x, w zależności od próbki użytego włókna węglowego i kierunku drgań. (…) Włókno węglowe jest zdecydowanie lepszym materiałem na statywy. Po prostu działa znacznie lepiej niż aluminium, które było wcześniej wybranym materiałem. Aluminium nadal ma do odegrania ważną rolę w ekonomicznych statywach. Jest o wiele tańsze i może być stosowane w celu zapewnienia dobrej wartości i jakości wykonania.

Dotarło do mnie, że włókna węglowe są mocniejsze przy mniejszej wadze! Dotarło do mnie też to, że mogą być wykonane w różny sposób – i od jakości wykonania rur węglowych i danego kompozytu zależeć będzie jakość całej konstrukcji. Bardziej tłumią drgania!!!!

Tak więc uzbrojony w wiedzę postanowiłem sam sprawdzić produkty Gitzo. Zaoszczędzę Wam opisów rosnącego zdumienia, gdy mogłem sprawdzić różne wielkości serie i modele. Bez względu na model, zwróciły moją uwagę – precyzja wykonania i niesamowita sztywność tych statywów. Detale obróbki głowic, jarzm statywowych, śrub (tak nawet śrub!) Precyzja wykonania wydała mi się bardziej zbliżona do precyzji wykonania obiektywów niż statywów. Poziom rozwiązań mechanicznych, gdzie śruby i sprężyny prezentują stopień precyzji gdzieś z połowy XX wieku – coś co znamy z większości statywów – tu zastąpiony został precyzją nowoczesnej mechaniki znanej ze współczesnych wyrafinowanych rozwiązań. To co zawsze brałem za jakąś niemodną cechę – a mianowicie młotkowy lakier, którym pomalowane są jarzma statywów i korpusy głowic – okazuje się cechą rozpoznawczą Gitzo – popartą zwiększoną odpornością na zarysowania!!!! W nomenklaturze firmy ta stylistyka nazywa się „Noir decor” i przez swe stonowanie i sprowadzenie wszystkiego do odcieni czerni i szarości wygląda elegancko. Zrozumiałem to dopiero podczas fotografowania dla Was statywu. Nie ma sensu fotografować tych statywów w kolorze! Są czarno-szare i to dlatego producent wybrał czarno-biały sposób prezentowania ich w katalogach produktowych. Tylko poziomice są fluorescencyjno-żółte.

Każdy kolejny oglądany statyw coraz bardziej mnie zadziwiał. Jeżeli się uda to je kiedyś zaprezentuję, abyście mogli do swojego sprzętu spróbować wybrać coś odpowiedniego co będzie ”załatwiało” kwestię statywu dla Was. Ja jednak bardzo szybko przeszedłem z lini Traveler i Mountaineer do najwyższej – Systematic. W pewnym momencie zaniechałem spoglądania na ceny… 

Gitzo Systematic 3,4 i 5. Źródło – Gitzo.

Oderwałem się od realiów. Statywy były tak genialne, że postanowiłem po prostu kupić ten dla mnie najlepszy! Najsztywniejszy! Wszystko po to, aby już nigdy nie szukać. Głowicę postanowiłem wybrać też taką, która mnie usatysfakcjonuje  w pełni. Dobra – gdzieś tam czaiła się obawa o cenę, ale jeśli mój najstarszy statyw używałem nieprzerwanie od 1997 roku to… Cena przestawała się liczyć. Mój obecny sprzęt i ten lepszy – może i cięższy z przyszłości również – ma być ustabilizowany w pełni. 

Wiecie jaka była zasadnicza różnica? W Manfrotto po poluzowaniu blokady wysuwu nogi, wyciągamy rurę, a ta ma luz. Luz ten ustępuje wówczas, gdy zaciśniemy blokadę nogi. Wówczas całość sztywnieje. W gorszych statywach – nie sztywniej do końca nigdy. Tymczasem w Gitzo luzu nie ma. Odkręcenie blokady pozwala wydłużyć nogę, ale ta nie przesuwa się swobodnie na boki – jest idealnie dopasowana. System blokady o nazwie G-lock zabezpiecza przed dostawaniem się zanieczyszczeń do mechanizmu o-ringów blokujących wysuw sekcji. Wystarczy półobrotu aby w pełni poluzować lub odblokować mechanizm..

Poszczególne rury mają różne grubości. To właśnie grubość największej rury (w przybliżeniu) wskazuje z jaką serią mamy do czynienia. W przypadku lini Systematic mamy obecnie tylko trzy serie 3,4 i 5 z przekrojem rur karbonowych – odpowiednio 32,9 mm, 37 mm i 41,3 mm. 

Linia lżejsza czyli Mountaineer to rozmiary od 21,7 mm (seria 0) przez 25,3 mm (seria 1) i  29 mm (seria 2) po 32,9 mm (seria 3). Z kolei przekroje rur w serii najlżejszej – Traveler to odpowiednio 21,7 mm (seria 0) przez 25,3 mm (seria 1) po 29 mm (seria 2). Bez względu jednak na wielkość – spasowanie elementów i precyzja wykonania całości stoją na najwyższym poziomie co oznacza, że nawet najlżejszy statyw GT0545T Traveler o wadze 900 gram przy wysokości  122 cm jest sztywny po rozłożeniu i ma deklarowany udźwig na poziomie 10 kg. Dodać warto, że są to autentyczne parametry – osiągalne w praktyce, a nie życzeniowe – podawane „na wyrost” – o czym przekonałem się „ugniatając” taki właśnie niewielki statyw, który nawet nie drgnął.

Warunkiem stabilności jest poza precyzją wykonania całości, także sam materiał, który tak jak w przypadku rur karbonowych może mieć różne właściwości. Karbonowe rury wykorzystywane przez Gitzo spełniają najwyższe możliwe normy i w tym przypadku są one znacznie twardsze i bardziej wytrzymałe niż aluminium. Jeżeli ktoś miał do czynienia z karbonowymi statywami innych producentów – tu od razu dostrzeże aksamitnie gładką powierzchnię, a regularne sploty kompozytu zachwycą precyzją ułożenia. Zgłębiłem temat. Poprzednie statywy węglowe Gitzo były zbudowane z włókien Carbon 6X w technologii włókien 7 mikrometrowych (0,0007 mm) splatanych w unikalnej strukturze 6-krotnie skrzyżowanej. Użyta obecnie technologia to ultra cienkie włókna karbonowe użyte w produkcji materiału Carbon eXact – mają one grubość 5 mikrometrów (0,0005 mm) ułożone są w heksagonalnej strukturze co dało poprawę sztywności rzędu 20% w stosunku do poprzedniej generacji. Słowem – możemy być pewni, że każdy statyw zbudowany jest tak precyzyjnie i solidnie jak to tylko możliwe…. To tylko garść wstępnych obserwacji. 

Mój wybór. Systematic GT 5543LS!

Ja po takich wnioskach – mając na uwadze – wybór statywu na lata profesjonalnej pracy – zainteresowałem się od razu maksymalnym możliwym rozmiarem. Linia Systematic 5 oferowała to czego oczekiwałem. Podczas gdy Systematic 3 i 4 dają możliwość obciążenia do 25 kg(!) – linia 5, aż do 40 kg! Nie musiałem długo się zastanawiać. Potężne jarzmo statywu – czyli ten element, w którym osadzona jest głowica oraz nogi statywu – także wzbudzało moje zaufanie. Średnica platformy to całe 90 mm czyli o całe 20 mm więcej niż 70 mm w serii 3 i 4. Widząc solidność najszerszych nóg statywu Systematic 5 – w pełni mu zaufałem – pozostało wybrać konkretny model. Wybór padł na GT5543LS. Statyw, który po rozłożeniu osiąga wysokość 156 cm  po złożeniu 4 sekcyjnych nóg, ma jedynie 61 cm. Wysokość minimalna to 10 cm. Udźwig jak już wspomniałem 40 kg! Potężne nogi o przekroju prawie 42 mm to coś do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Każdy inny statyw wydaje się przy nim filigranowy… To jednak nie wszystko – po rozłożeniu do maksymalnej wysokości – wrażenie potężnych rozmiarów jeszcze się wzmaga. Zaskoczenie przeżywamy wówczas, gdy próbujemy ten potężny statyw podnieść. Jest niesamowicie lekki – waży 2,82 kg! Zaskoczenie totalne. Blokady nóg zbudowane w systemie G-Lock ultra wystarczy przekręcić o półobrotu, aby zupełnie unieruchomiły wysuw nóg. Na podłożu statyw opiera się szerokim, gumowymi stopami, które osadzone są na kulowych przegubach. Pozwala to opierać się każdej nodze całą powierzchnią, a nie jedynie małym punktem. Dzieje się tak bez względu na to pod jakim kątem ustawimy nogi, gdyż przeguby mają stosowne wycięcie, pozwalając na właściwe ułożenie stopy nawet w przypadku zupełnie płaskiego ustawienia statywu przy podłożu.

To genialne rozwiązanie – znacznie poprawiające stabilność konstrukcji, która – tu zacytuję wspomniany wcześniej thecentercolumn.com – jest i tak „absurdalnie sztywna” i sprawia wrażenie, że bez problemu uniesie wszystko. Co więcej – a tu większość moich statywów zawsze niedomagała – opór mechanizmów odpowiedzialnych za rozstaw nóg jest „odpowiedni”. Wymaga użycia pewnej niewielkiej siły do rozłożenia i rozwarcia kąta ułożenia nogi, ale już nie pozwala rozłożyć się statywowi niesionemu za jedną nogę. Ileż to razy ten drobny szczegół mnie denerwował podczas przenoszenia statywu z miejsca na miejsce. Tu wszystko działa tak jak należy. Konstrukcja niesamowita – oferuje potrzebny zakres wysokości i może zmieścić się w każdej dużej walizce. 

Głowica?

Po dokonaniu wstępnego wyboru pozostało zadecydować co zamontować w jarzmie. Linia Systematic umożliwia montaż kolumn szybkich i z mechanizmem korbowym, krótki, długich i teleskopowych.

Ja postanowiłem jednak, że chcę maksymalnej sztywności – co można osiągnąć na dwa sposoby. Jeden polega na zamocowaniu na płytce osadzonej w jarzmie jednej z licznych w ofercie Gitzo – głowic. Drugi polega na umieszczeniu w jarzmie… samej głowicy – konkretnie modelu Systematic GH5381SQD, który aktualnie już nie jest produkowany, ale ku mojemu zaskoczeniu był jeszcze w salonie!

Ta monstrualna głowica jest tak zbudowana, że środek jej ciężkości umieszczony jest bardzo blisko płaszczyzny jarzma. Głowica jest niskoprofilowa, a kula ma bardzo dużą średnicę! To do mnie przemówiło, chyba nawet bardziej niż deklarowany udźwig głowicy wynoszący 30 kg! Najciekawsze jest to, że blokowanie głowicy w żądanym położeniu zapewnia system hydrostatyczny, który przez przekręcenie gumowanego pierścienia wokół głowicy, przenosi naszą wolę poprzez podwójny mechanizm zębaty na element generujący ciśnienie w układzie blokującym – ten zaś dociska kulę z siłą 480 kg!

Blokada płytki to solidny metalowy mechanizm. Przycisk na końcu dźwigni to dodatkowe zabezpieczenie.

Ta głowica to monstrum, które może być montowane na każdym statywie Systematic chociaż to w linii 5 prezentuje się najlepiej, głęboko osadzona w jarzmie. Systematic GH5381SQD przeznaczona była pierwotnie do pracy z aparatami wielkoformatowymi i potężnymi superteleobiektywami. Pochył głowicy to jedyne 28 stopni w każdym kierunku. Normalnie mogłoby to przeszkadzać. Jednak głowica przeznaczona jest do montażu sprzętu w standardzie Arca-Swiss co w połączeniu z moją płytką L-plate SmallRig umożliwia montaż korpusu Fujifilm GFX 50R w pionie i w poziomie. Dodajmy, że system mocujący, działa bardzo sprawnie i nareszcie delikatne przekręcenie systemu blokującego unieruchamia dowolnie ciężki sprzęt w dowolnej pozycji bez cienia wysiłku. Unieruchomiona kamera nie drga podczas nastawiania ostrości, a kadrowanie jest w 100 procentach precyzyjne. Statyw i głowica są absolutnie sztywne i mocowany sprzęt nie robi na tym systemie, którego wytrzymałość wynosi sumarycznie 30 kg, żadnego wrażenia. To zupełnie nieprawdopodobny sprzęt.

Gumowy pierścień służy do blokowania głowicy – pracuje miękko i lekko. Generuje nacisk na kulę o sile 480kg! Przycisk służy do regulacji siły tarcia podczas gdy głowica jest odblokowana.

Tu mała dygresja. Gdybyście pytali – głowicę i wszystkie akcesoria systemu Systematic montuje się w jarzmie za pomocą blokady umieszczonej w jarzmie na stałe – bez używania jakichkolwiek narzędzi. Dodatkowo – akcesoria są zabezpieczone już w pierwszym momencie osadzania w jarzmie kiedy „zaskakuje” element systemu zabezpieczającego przed wypadnięciem podczas montażu czy zdejmowania. Dopiero naciśnięcie umieszczonego w jarzmie przycisku zwalnia blokadę i możemy głowicę, półkulę poziomującą czy kolumnę wyciągnąć z jarzma. Doskonale dopracowany system. 

Statyw z głowicą waży 3,75 kg i ma wysokość maksymalną 163 cm a wysokość robocza minimalna systemu głowica+statyw to 17 cm. Całość wygląda bardzo solidnie i pięknie.

Pisząc te słowa bardzo przeżywam całą sytuację z niespodziewanym nabyciem systemu statywowego. Dość miałem poszukiwań. Pragnąłem już o statywie i głowicy – po prostu – nie myśleć. Teraz się to udało – tyle, że z nawiązką! Takiego rozwoju wypadków nie podejrzewałem. Zasiane ziarno niepewności, podsłuchana w sklepie rozmowa i zagłębienie się w temat sprawiło, że po tylu latach praktykowania fotografii poznałem system Gitzo, który zawsze wydawał mi się zbyt drogi, a przez to niegodny zainteresowania. Po raz kolejny – chyba tylko dzięki swej otwartości na nowości i wyzwania – zmuszony zostałem do zrewidowania poglądów. Jednak było warto. Jeszcze raz Was przepraszam, za poprzednie testy. Statywy, które opisywałem zawsze opisywałem szczerze – w oparciu o swoją wiedzę i zawsze były to moje wybory. Nie są to statywy złe i w swej cenie stanowią najlepszy wybór. Jednak nie są najlepsze.Teraz widzę jak wysoką cenę płaciłem zmieniając ciągle statywy – w poszukiwaniu tego lepszego. To co mam teraz – to zestaw idealny. Brat mego statywu – model GT5533LS uchodzi w testach przeprowadzonych przez portal thecentercolumn.com za najsztywniejszy, najbardziej tłumiący drgania i w ogóle najlepszy. Z tą głowicą jest jeszcze lepszy. Gdybyście szukali topowego, absolutnie najlepszego systemu statywowego zapomnijcie o tym co wiecie i zapoznajcie się z ofertą Gitzo, gdyż nawet mniejsze statywy tego producenta zadziwiają sztywnością i solidnością konstrukcji. Muszę jeszcze wymienić statyw podróżny…. 

Precyzja wykonania – płytka L-platte Arca-Swiss zaskakuje w tym mechanizmie automatycznie.
Montaż przebiega bez narzędzi.
Gitzo Systematic GT5543LS + głowica Systematic 5381SQD!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *