Nokton 35 mm f/1,2 ASPHERICAL III – Nowe wcielenie legendy

Muszę przyznać, że miałem przeczucie… Nie spieszyłem się i może to dobrze. Dostałem do testu obiektyw Nokton 35 mm f/1,2 ASPHERICAL III i przepadłem. Dlaczego? Dlatego, że kocham ten obiektyw Voigtlandera w poprzedniej wersji oznaczonej jako II. Jest to mój ulubiony obiektyw do pełnej klatki – niezależnie czy klatką tą jest Leica M, czy Sony A7/9. Nie chcę Was zanudzać stwierdzeniami, dlaczego to taki dobry obiektyw. Dałem temu wyraz w licznych artykułach.

Do systemu Sony A7R używam zestawu złożonego z tego właśnie szkła w odsłonie „drugiej” i Voigtlandera APO Lanthara 65 mm. Ten zestaw jest ze mną wszędzie, gdzie używam pełnej klatki – piszę tu o zawodowych sesjach…. Ufam mu w 100% i to zarówno w filmie jak i fotografii. Najbardziej podoba mi się jego aksamitne rozmycie i papierowa głębia na f/1,2 połączone z szerszym oglądem rzeczywistości, niż ten oferowany przez szkła Nokton 50 mm f/1,2. Po prostu ciekawych rozmyć jest więcej.. 😉 Podoba mi się to, że ten romantyczny look znika po przymknięciu przysłony, zamieniając obraz w najostrzejsze 35 milimetrów jakie testowałem. Dodatkowo mniej wtajemniczonym przypomnę, że to dzięki temu obiektywowi mogłem coraz śmielej fotografować w świetle zastanym bez dodatkowych lamp, ponieważ to właśnie Nokton 35 f/1,2 pozwalał nawet w małym kontaście światła otoczenia uzyskać poprawny mikrokontrast.

Nie o tym miałem. No więc w moje ręce trafiła zapowiadana od dawna wersja III. Podobna wizualnie do szkła Nokton 40 mm f/1,2 – wyraźnie skrócona. Mniejsza. Maleńka. Filigranowa, o nie przeciętnych możliwościach. Lżejsza, mniejsza, ale czy przez to gorsza? Takie postawiłem sobie wstępnie pytanie testowe. Można by stwierdzić, że była to przyjęta przeze mnie teza na potrzeby testu. Pofotografowałem trochę i okazało się, że nie. Tak. Nie ma różnicy – co stwierdziłem po szybkim oglądzie zdjęć. Obiektywy wydały mi się takie same. Tu można by zakończyć. Wszystko jasne. Jakoś to Cosina zrobiła, że w mniejszym ciałku – pokroju Noctiluxa 35 mm f/1,4 ASPH., upakowała to, co mieściło się w dotychczasowym korpusie obiektywu Nokton f/1,2 poprzedniej generacji i tyle. Gdzieś czaiło się pytanie, jak było to możliwe, przy zachowaniu tak jasnej konstrukcji, jednak nie zgłębiałem tego zagadnienia dalej. Ot udało się – nie po raz pierwszy optykom z Cosiny i tyle. Jeśli jest tak samo dobrze – to ok.

Tu zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Nie używałem tego obiektywu przez wiele dni – może nawet 3 tygodnie. Gdyby nie inne testy – można by pomyśleć, że zwyczajnie się obijałem. Nie nic podobnego. Odpocząłem od tej konstrukcji jako zdiagnozowanej. 

Spokój jednak nie trwał długo. Kiedyś… Popijając sobie ranną kawkę, pomyślałem, że trzeba sprawdzić przed pisaniem testu, o co chodzi w tym szkle. Po co postanowiono je wyprodukować? Po co zmieniać coś, co jest dobre? Tu przypomniało mi się, że kilka konstrukcji Voigtlandera zakpiło ze mnie wcześniej. Nie zapowiadały ochów i achów, a jednak po bliższym poznaniu, okazywały się fascynującym przyczynkiem do rozwoju rynku fotooptycznego. Obiektywy Classic 1,4 czy Heliar 50 mm f/3,5 to tylko dwa przykłady pokazujące, że jeśli inżynierowie Cosiny coś robią, to ma to jakiś głębszy sens. Czasami niezauważalny. Czasami głęboko ukryty. Jednak zawsze istotny pod względem obrazowania…. Gdy sobie o tym przypomniałem, poczułem, że coś przegapiłem.

Zacząłem od analizy parametrów technicznych.

„Stara” wersja to 60,8 mm średnicy i 62 mm długości. Średnica gwintu filtra 52 mm. Budowa optyczna to 10 soczewek w 7 grupach, dwunastolistkowa przysłona i masa 470 gram.

„Nowa” wersja to 60,8 mm średnicy, ale 50,5 mm długości! Skrócono konstrukcje o 11,5 mm! Średnica gwintu filtra 52 mm. Budowa optyczna to 9 soczewek w 7 grupach, dwunastolistkowa przysłona i masa 332 gramy. 138 gram. mniej! 

Przyznacie, że wygląda to rewelacyjnie. Mnie jednak coś nie pasowało. Finezyjna budowa obiektywu w wersji II została uproszczona, zmniejszona, odchudzona – czy z dobrym rezultatem? Musiałem rzetelniej podejść do testu. Najistotniejszy element jasnych Noktonów czyli 12-listkowa przysłona odpowiedzialna za piękne rozmycia pozostała. Zmieniło się wszystko inne. Zrezygnowano z soczewki o ultra niskim współczynniku dyspersji. Zamiast niej zainstalowano dwie soczewki dwustronnie asferyczne… To zaczynało mi coś przypominać. Skoncentrowanie szkła na mniejszej przestrzeni, bardziej zwarta budowa optyczna i wklęsły element przedni, a nie lekko wypukły jak w wersji II…. Tak!!!! 9 elementów! Z kolejnym łykiem ristretto przyszło olśnienie. Ja to już gdzieś widziałem!

No tak – projekt pod względem ogólnego konceptu podryfował w kierunku najlepszej 35-ki robionej w Niemczech. Summilux 35 mm f/1,4 ASPH. mógł być natchnieniem, że można zrobić mniejszy obiektyw o bardzo dobrych osiągach. Kiedyś po testach okazało się, że Nokton w wersji II był dla mnie lepszym wyborem niż Summilux (nie piszę tu o stosunku cen 20 000 vs. 5 000 zł). Teraz jednak inżynierowie Cosiny poszaleli. W podobnej wielkości tubus wsadzili konstrukcję optyczną o świetle 1,2. Oczywiście inspiracja jest czytelna tylko w ogólnym koncepcie. Asferyczne soczewki korygujące umieszczono w dwóch miejscach – z przodu i w końcu układu optycznego, a to zwiastuje polepszenie jakości ogólnej…. Czyżby?

Nie pozostało nic innego jak ponownie poddać szkła testom. Wnikliwie. Ze statywu. Z fotografowaniem drobnych struktur. Potem przyglądanie się detalom na 32 calowym ekranie 4 i 27-calowym 5K i….. Mam wnioski! Wnioski, które niełatwo mi opisać. Otóż Voigtlander Nokton 35 mm f/1,2 ASPHERICAL III jest lepszy optycznie od swego poprzednika. Nie jest to zmiana lepszy / gorszy w normalnym rozumieniu tych słów. Musicie pamiętać, że poruszamy się w zakresie szczytowych możliwości optyki, która zaczyna być obliczona na podstawie matryc o rozdzielczości ponad 60 megapikseli. Po przymknięciu do f/4 obiektywy stają się identyczne. Może są i takie już od f/3,5 ale to, co znacznie poprawiono, rozgrywa się w zakresie dużych otworów względnych. Otóż na przysłonie f/1,2 obiektyw jest znacznie lepszy. Przy minimalnej głębi ostrości z jaką mamy tu do czynienia, zniknęły delikatne „duszki” ukazując mikrokontrast znany ze szkieł typu APO Lanthar. Ostrość poszła znacząco w górę. „Znacząco” przy tym stopniu wyśrubowanej jakości to wg. mnie o jakieś 20 %! Obiektyw stał się MISZCZEM w pracy z otwartą przysłoną. Starą wersję trzeba było przymknąć do delikatnie ponad f/1,4 aby taką jakość uzyskać. Tu mamy to na „dzień dobry”. Co więcej – jeśli zastosujemy metodę pracy z jasnymi szkłami, polegającą na lekkim wprowadzeniu ostrzy przysłony w tor obrazowy – czyli gdzieś na f/1,25 czy f/1,3 to możemy śmiało stwierdzić, że fotografujemy najostrzejszą trzydziestką piątką jaka istnieje – o tym świetle i nawet w konkurencji f/1,4 nie znajdziemy niczego lepszego. Opieramy się o absolut, czyli Distagon ZM 35 mm f/1,4!!!! Raczej go przebijamy i to z nawiązką. Do tego wydaje mi się, że rozmycia jeszcze bardziej zyskały na aksamitności. Tu skala poprawy jest mniejsza – może jakieś 5%. Globalnie w stosunku do starej wersji mamy poprawę 20% na f/1,2 – 15% na f/1,4 i 10 % na f/2 – potem jest to już to samo. Jeśli w tym miejscu znajdzie się ktoś, kto przypomni, że istnieje Sigma o świetle f/1,2 to ja przypomnę, że jakość zdjęć na otwartej przysłonie dużo odstaje od tej, o której tu piszę. Inżynierowie Sigmy potrzebowali, aż 87,8 mm średnicy i 132,6 długości przy użyciu 17 elementów w 12 grupach i wadze 1090 gram., aby pokusić się o obiektyw o tej jasności. Czyż to nie dlatego producentem wykonawczym manualnych Zeissów jest właśnie Cosina, a nie Sigma? 

No dobra. Podsumowanie dla czytających ten test, czyli maniaków podobnych do mnie. Jeśli nie macie Noktona 35 mm f/1,2 to po prostu musicie go mieć. Bez względu na to czy fotografujecie Leicą M, czy Sony A7/9 czy Nikonem Z czy innym jeszcze bezlusterkowcem… Jeśli chcecie jakości i tej magii, jaka dzieje się, gdy ostrzymy tak wyrafinowanym szkłem w punkt, przy takich nieostrościach to proszę bardzo – Nokton czeka. Jeśli natomiast tak jak ja pokochaliście to szkło w wersji II, to bez wahania, wystawcie Noktona na sprzedaż dla tych, którzy go jeszcze nie poznali. Coś tam stracicie, ale jaka to strata!  Z 1000 zł max. W zamian sprawicie sobie jeszcze lepsze szkło, które jeszcze bardziej zminiaturyzuje Wasz system. Z tak niepozornego szkiełka wyciągnięcie jeszcze więcej ku zaskoczeniu odbiorców Waszych fotografii i filmów!

Na koniec jedno zdanie dla średnioformatowców. Otóż podobnie jak inne Noktony z serii f/1,2 (i Nokton 24 f/1,4 oraz Nokton 75 f/1,5) świetnie pracuje z korpusami z matrycą Małego Średniego Formatu czy też Cropa 645 jak tam chcecie. Dla korpusów takich jak GFX 50 jest to obiektyw oferujący podobny sposób odrealnienia jak Nokton 35 mm f/1.4 Classic dla pełnej klatki. Nie ma tu totalnej perfekcji na całej klatce jak w szkłach Fujifilm. Jest mocna przyciemniona winieta, jest piękna plastyka i są niesamowite rozmycia (f/1,2 w średnim formacie!!!!). Ostrość jest, ale w punkt – tam gdzie ją ustawicie, reszta to plastyczna orgia, nie mające nic wspólnego z tym, co widzicie swoimi oczami. Nieprawdopodobne narzędzie o ogniskowej (w przeliczeniu na średni format) 28 mm… Polecam.











Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *